Słownik Macquarie, australijskie referencyjne wydawnictwo języka angielskiego, każdego roku wybiera Słowo Roku. W 2025 roku padło na termin, którego polski czytelnik prawdopodobnie nie zna. „AI slop”. W dosłownym tłumaczeniu „chlust sztucznej inteligencji”. W praktyce zaś generatywna sztuczna inteligencja wykorzystywana na skalę przemysłową do zalewania internetu treściami często celowo wprowadzającymi w błąd. Teksty. Obrazy. Wideo. Coraz częściej trudne do odróżnienia od prawdziwych źródeł.
Termin „AI slop” trafił do głównego nurtu w 2025 roku. Do polskiej debaty publicznej trafi prawdopodobnie w 2026 roku. Do polskiej regulacji prawnej — jeśli polski regulator zareaguje wzorem nowozelandzkim — być może w 2027 roku. Z wyraźnym opóźnieniem regulacyjnym względem rzeczywistości technologicznej.
Sprawa zwróciła uwagę polskiego obserwatora ekosystemu informacyjnego za sprawą publikacji „The Post” z 17 maja 2026 roku. Nowozelandzki dziennik przypomniał felieton Andrew Lensena i Andrew Geddisa, dwóch akademików z Wellingtonu i Otago, którzy pierwotnie opublikowali tekst w portalu „The Conversation” w marcu 2026 roku. Artykuł stawia centralne pytanie. Czy Nowa Zelandia, w której wybory powszechne odbędą się jesienią 2026 roku, jest gotowa pod względem prawnym na falę „AI slop” w kampanii?
Odpowiedź jest jednoznacznie negatywna. „Przepisy, które mają to wszystko regulować, ledwie nadążają”. Nowozelandzkie prawo wyborcze powstało w zupełnie innej epoce technologicznej. Wymaga aktualizacji. Pytanie tylko, czy parlament nowozelandzki zdąży.
Dla polskiego czytelnika sprawa nowozelandzka jest istotna z trzech powodów. Po pierwsze, polskie wybory parlamentarne 2027 roku odbędą się za półtora roku. Polska, podobnie jak Nowa Zelandia, jest stosunkowo stabilną demokracją z lukami w regulacji sztucznej inteligencji. Po drugie, konkretne nowozelandzkie przykłady są wprost analogiczne do polskich. Po trzecie, model regulacyjny proponowany przez Lensena i Geddisa może posłużyć za wzór polskiemu ustawodawcy.
I. Trzy konkretne przykłady nowozelandzkie
Lensen i Geddis nie operują abstrakcjami. Przywołują trzy konkretne sprawy z nowozelandzkiej rzeczywistości, które pokazują, dlaczego problem jest pilny.
Przykład pierwszy. Lawina pod Mount Maunganui. Styczeń 2026 roku. Sześć ofiar śmiertelnych. Narodowa tragedia, która zdominowała nowozelandzką debatę publiczną. W ciągu kilku dni po katastrofie media społecznościowe zaczęły rozpowszechniać obrazy lawiny wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Konkretnie. Zdjęcia, które „w ogóle nie przypominają prawdziwego miejsca zdarzenia”, jak wykazało śledztwo Australian Associated Press. Fałszywe wizerunki ofiar. Fałszywe relacje świadków. Fałszywe komentarze o przyczynach katastrofy.
Najbardziej drastyczny przypadek. Sharon Maccanico, piętnastoletnia ofiara lawiny pod Mount Maunganui. Policja Nowej Zelandii przekazała mediom statyczne zdjęcie nastolatki tańczącej. Strona „NZ News Hub” na Facebooku, fałszywe konto podszywające się pod prawowitego nadawcę, ożywiła to zdjęcie przy użyciu sztucznej inteligencji. Skutek. Nastolatka, która zginęła w lawinie, pojawiła się w fałszywym nagraniu, wykonując „niemal niemożliwe akrobatyczne ruchy taneczne, w rytm skocznej muzyki”. Manipulacja, która oburza już na najbardziej podstawowym poziomie ludzkiej godności.
Przykład drugi. Deepfake premiera Christophera Luxona w Waitangi. Szóstego lutego 2026 roku, w Dzień Waitangi — najważniejsze nowozelandzkie święto narodowe upamiętniające podpisanie traktatu między Koroną Brytyjską a wodzami maoryskimi w 1840 roku — strona „NZ News Hub” opublikowała nagranie, które „wydawało się przedstawiać premiera Christophera Luxona w Waitangi”. Wideo wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Wypowiedzi, których premier nigdy nie wygłosił. Spotkanie, do którego nigdy nie doszło.
Strona „NZ News Hub” miała blisko pięć tysięcy obserwujących. Dziesiątki polubień i komentarzy, w tym z kont biznesowych i od kilku polityków. „Wielu spośród jej obserwujących to strony biznesowe, a nawet kilku polityków”. Dziesiątego lutego 2026 roku, po publikacji śledztwa Australian Associated Press, strona została usunięta. Wiele podobnych pozostało jednak nietkniętych.
Przykład trzeci. Działania samych partii politycznych. Christopher Luxon, premier, oraz Erica Stanford, minister imigracji, posłużyli się sztuczną inteligencją na TikToku, by promować wizę „Parent Boost” w języku mandaryńskim. Konkretnie. Nagranie z lektorem AI mówiącym po mandaryńsku w imieniu polityków, którzy tego języka nie znają. Z jawnym oświadczeniem, że materiał został wygenerowany przez sztuczną inteligencję.
Partia Narodowa była już wcześniej krytykowana za publikowanie kreskówek AI przedstawiających liderów opozycji. W kampanii 2023 roku stworzyła reklamy atakujące przy użyciu sztucznej inteligencji. Konkretnie. Karykatury wygenerowane przez AI, przedstawiające Chrisa Hipkinsa, ówczesnego premiera. Według Lensena i Geddisa w 2026 roku skala tych praktyk będzie znacznie większa.
II. Co właściwie znaczy „AI slop”
„AI slop”, termin wybrany przez słownik Macquarie na Słowo Roku 2025, ma konkretną definicję. Generatywna sztuczna inteligencja wykorzystywana na skalę przemysłową do produkcji „często celowo wprowadzających w błąd tekstów, obrazów i wideo, kradnących kliknięcia rzeczywistym źródłom informacji i wprowadzających czytelników w błąd”.
Istotna w tej definicji jest skala. „Slop” nie odnosi się do pojedynczego deepfake’u polityka. Odnosi się do strukturalnego problemu zalewania internetu mediami syntetycznymi w skali zmieniającej cały ekosystem informacyjny. Pojedynczy deepfake da się obalić. Tysięcy deepfake’ów dziennie zweryfikować już się nie da.
Lensen, dyrektor programu sztucznej inteligencji na Uniwersytecie Wiktorii w Wellingtonie (Te Herenga Waka), ujmuje to lapidarnie. „W miarę jak AI slop rozpowszechnia się w internecie, ludzie mogą wracać do uznanych platform jako zaufanego źródła. Jeśli jednak uznane platformy także korzystają ze sztucznej inteligencji, dokąd mamy iść po prawdę?”.
Pytanie jest centralne dla całej współczesnej debaty o sztucznej inteligencji w mediach. Klasyczna logika weryfikacji informacji opierała się na hierarchii źródeł. Gazety głównego nurtu sprawdzały informacje. Agencje informacyjne weryfikowały. Profesjonalni dziennikarze przesiewali. Kiedy ta hierarchia zostaje zaburzona — kiedy „NZ News Hub” wygląda jak prawdziwy nadawca, a prawdziwy „Newshub” już nie istnieje — czytelnik nie ma już komu zaufać.
W Nowej Zelandii Radio New Zealand (RNZ), publiczny nadawca radiowy, przyjął jasne zasady. „RNZ ma zestaw zasad dotyczących sztucznej inteligencji, dostępnych online, i co do zasady nie publikuje, nie nadaje ani nie rozpowszechnia świadomie pracy stworzonej przez generatywną AI”. Konkretna odpowiedź instytucjonalna na problem. Polskie media głównego nurtu — Polskie Radio, Telewizja Polska, Polska Agencja Prasowa, redakcje komercyjne — dotąd takich jednoznacznych deklaracji nie sformułowały.
III. Nowozelandzkie prawo wyborcze. Dlaczego nie działa
Lensen i Geddis, ten drugi jako profesor prawa w Otago, szczegółowo analizują, dlaczego nowozelandzkie prawo wyborcze nie radzi sobie ze sztuczną inteligencją.
Wymogi obecnego prawa. Wszystkie reklamy wyborcze muszą zawierać „oświadczenie promotora”, wskazujące, kto ponosi za nie odpowiedzialność. Limity wydatków obowiązują w okresie trzech miesięcy przed dniem wyborów. Każda reklama promująca partię lub konkretnego kandydata musi najpierw uzyskać jego pisemną zgodę.
To, co jednak nie działa. Niewiele ograniczeń odnosi się do samej treści reklam wyborczych. Brak obowiązku ujawniania użycia sztucznej inteligencji przy tworzeniu komunikatu. Brak ogólnego zakazu publikowania reklam wyborczych wprowadzających w błąd czy wręcz fałszywych.
Pewne szczegółowe kontrole mają zastosowanie do niektórych reklam wyborczych. W ostatnich trzech dniach okresu wyborczego opublikowanie oświadczenia świadomie fałszywego, mającego wpłynąć na sposób głosowania, jest przestępstwem. Zabezpieczenie to jest jednak słabe, ponieważ głosowanie w Nowej Zelandii odbywa się przez dwanaście dni. Trzy ostatnie dni stanowią więc zaledwie dwadzieścia pięć procent okresu głosowania.
Istotne porównanie z polskim systemem. W Polsce „cisza wyborcza” obowiązuje przez dwadzieścia cztery godziny przed wyborami. W polskich wyborach prezydenckich 2025 roku trwała zaledwie jeden dzień. Polska, jeśli miałaby się wzorować na Nowej Zelandii, ma w obecnym kształcie słabsze zabezpieczenia czasowe niż nowozelandzkie.
Lensen i Geddis wskazują też strukturalne ryzyka. Nawet jeśli partie polityczne trzymają się z dala od sztucznej inteligencji, „grupy lobbingowe stron trzecich mogą wykonać brudną robotę za nie”. Konkretne ryzyko. W amerykańskim systemie super-PAC-i czynią to systemowo. W Wielkiej Brytanii konkretne grupy interesu. W Polsce zaś — ogólnopolskie fundacje, ośrodki analityczne związane z partiami politycznymi, podmioty zagraniczne.
Drugie ryzyko. „Aktorzy zagraniczni mogą wykorzystywać sztuczną inteligencję, by ingerować w nowozelandzki proces wyborczy”. Lensen i Geddis nie nazywają konkretnych krajów. Polski regulator powinien jednak od razu pomyśleć o Rosji.
IV. Co badania mówią o wpływie sztucznej inteligencji na wyborców
Najbardziej niepokojący argument Lensena i Geddisa dotyczy mechanizmu psychologicznego, za pomocą którego sztuczna inteligencja zmienia percepcję wyborców.
„Badania sugerują, że ludzie są bardziej skłonni uwierzyć, iż ktoś jest winny przestępstwa, gdy pokazuje im się obraz wygenerowany przez AI — nawet wtedy, gdy wiedzą, że treść jest fałszywa”.
Kluczowe stwierdzenie. Wyborcy poinformowani, że deepfake jest fałszywy, nadal zachowują jego negatywny wpływ percepcyjny. Klasyczne obalanie fałszu — wskazywanie ludziom, że coś jest nieprawdą — nie usuwa efektu psychologicznego. Obraz zostaje w pamięci. Skojarzenie zostaje w psychice. Wina zostaje w wyobraźni.
Konsekwencje są poważne. W czasach niskiego zaufania do polityków „grozi to pogłębieniem politycznego rozczarowania”. Konkretnie. Wyborcy, którzy widzą deepfaki polityków, nawet po ich obaleniu, mogą tracić zaufanie do polityki w ogóle. „Wszyscy są tacy sami”. „Nikomu nie można wierzyć”. Konsekwencja — spadek frekwencji, spadek zaangażowania obywatelskiego, wzmocnienie polityki populistycznej.
Drugi mechanizm psychologiczny dotyczy personalizacji. „Sztuczna inteligencja umożliwia również znacznie bardziej spersonalizowane kampanie. Dzięki profilowaniu wyborców kandydat może automatycznie generować komunikaty dostosowane do ich największych obaw”.
Niebezpieczne strategicznie. Klasyczna kampania polityczna była masowa. Każdy wyborca otrzymywał ten sam komunikat. Można było konfrontować go z odpowiedzią konkurencji. Mikrotargetowane kampanie AI zmienią tę logikę. Każdy wyborca otrzyma komunikat spersonalizowany, dostosowany do jego osobistych obaw, lęków i słabości. Konsekwencja — niemożność publicznej kontroli treści kampanii. Kampania będzie się rozgrywała w tysiącach prywatnych baniek informacyjnych jednocześnie.
V. Co Nowa Zelandia może zrobić
Lensen i Geddis proponują kierunek działań. Aktualizację istniejących ram prawnych. Konkretne propozycje.
Po pierwsze. Wymóg ujawniania sztucznej inteligencji w reklamach wyborczych. Wzorowany na rozwiązaniach amerykańskich stanów, gdzie trzydzieści stanów wprowadziło już takie regulacje, a także na unijnym AI Act oraz Rozporządzeniu 2024/900 o przejrzystości reklam politycznych. Konkretnie. „Ta reklama została wygenerowana lub znacząco zmodyfikowana przy użyciu sztucznej inteligencji”. Standardowa formuła w komunikacie.
Po drugie. Rozszerzenie okresu, w którym obowiązuje zakaz publikowania świadomie fałszywych oświadczeń. Z trzech ostatnich dni do całego dwunastodniowego okresu głosowania.
Po trzecie. Wzorowanie się na australijskiej Komisji Wyborczej (Australian Electoral Commission), która utworzyła „rejestr dezinformacji” (disinformation register) służący zwalczaniu fałszywych twierdzeń o przebiegu procesu wyborczego. Lensen i Geddis krytycznie zauważają, że rejestr ten dotyczy jedynie mechaniki głosowania, nie zaś samych partii ani kandydatów. Istotne ograniczenie.
Po czwarte. Dobrowolne porozumienia z platformami społecznościowymi. Meta (Facebook, Instagram), Google (YouTube), TikTok, X. Konkretne mechanizmy. Oznaczanie treści wygenerowanych przez sztuczną inteligencję. Szybkie usuwanie zgłaszanych deepfake’ów.
Po piąte. Edukacja medialna. Lensen, jako akademik specjalizujący się w odpowiedzialnym wdrażaniu sztucznej inteligencji, wskazuje konkretnie. Społeczeństwo musi nauczyć się rozpoznawać deepfaki. Wymaga to inwestycji w edukację cyfrową. „Nauka rozróżniania prawdy od fałszu” musi być wprowadzona od szkoły podstawowej.
Lensen i Geddis kończą tekst jednoznacznym apelem. „W czasach, gdy demokracja na całym świecie wydaje się coraz bardziej krucha, ochrona integralności wyborów Nowej Zelandii powinna być priorytetem. Wolne i sprawiedliwe wybory zależą od przejrzystości, zaufania i poinformowanego społeczeństwa. Sztuczna inteligencja już te fundamenty wystawia na próbę. Aktualizacja przepisów nie rozwiąże każdego problemu, jednak bezczynność zagwarantuje, że problem się pogłębi”.
VI. Polski kontekst. Pięć paraleli
Co z tej nowozelandzkiej sprawy wynika dla polskiego ekosystemu informacyjnego?
Pierwsza paralela. Polska, podobnie jak Nowa Zelandia, ma wybory za półtora roku. Polskie wybory parlamentarne 2027 roku odbędą się w okresie, w którym polskie prawo wyborcze nie zostało zaktualizowane pod kątem sztucznej inteligencji. Państwowa Komisja Wyborcza nie ma kompetencji w obszarze deepfake’ów. Polski Kodeks Wyborczy mówi o reklamie wyborczej, lecz nie konkretyzuje technologii AI. Luka, którą polski regulator powinien wypełnić do końca 2026 roku.
Druga paralela. Polskie wybory mają „ciszę wyborczą”. Nowozelandzki dwunastodniowy okres głosowania jest dłuższy niż polski. Polska, ze swoim jednodniowym głosowaniem i dwudziestoczterogodzinną ciszą wyborczą, ma w teorii lepsze zabezpieczenia czasowe. Polska cisza wyborcza dotyczy jednak tylko mediów tradycyjnych. Internet, media społecznościowe, treści wygenerowane przez AI nie są w pełni objęte regulacją. W praktyce polska cisza wyborcza nie chroni przed deepfake’ami publikowanymi przez podmioty zagraniczne tuż przed wyborami.
Trzecia paralela. Polskie partie polityczne już korzystają ze sztucznej inteligencji. Konkretne przypadki. Konfederacja używała obrazów wygenerowanych przez AI w mediach społecznościowych w 2024 roku. Partie głównego nurtu eksperymentują z głosami AI w kampaniach. Polska, podobnie jak Nowa Zelandia, doświadczyła już pierwszych przypadków użycia sztucznej inteligencji w kampaniach, bez konkretnych regulacji.
Czwarta paralela. Polski rynek mediów społecznościowych jest obecnie zalewany „polskim AI slop”. Polskie fałszywe strony imitujące prawdziwe redakcje, polskie deepfaki polityków, polskie fałszywe artykuły wykorzystujące AI do generowania tekstu. Konkretne polskie redakcje weryfikujące fakty (Demagog, Konkret24, Stowarzyszenie Pravda, Res Futura) walczą z tym zjawiskiem, ale skala jest na tyle duża, że ich praca pozostaje raczej reaktywna niż wyprzedzająca.
Piąta paralela. Polskie zagrożenia zagraniczne są strukturalnie poważniejsze niż nowozelandzkie. Lensen i Geddis ostrzegają przed „aktorami zagranicznymi”. Polska, jako kraj graniczący z Rosją i Białorusią, podlegający systemowej rosyjskiej operacji dezinformacyjnej, jest narażona w znacznie większym stopniu. Rosyjska sieć Doppelganger, rosyjska Inicjatywa Matryoshka — operacje rozpowszechnione już w polskim internecie. Jeśli Polska nie uchwali konkretnych regulacji do końca 2026 roku, w kampanii 2027 roku stanie się polem testowym dla rosyjskich technik dezinformacji opartej na sztucznej inteligencji.
VII. Trzy końcowe obserwacje
Po pierwsze, nowozelandzki artykuł Lensena i Geddisa z marca 2026 roku, opublikowany ponownie przez „The Post” w maju 2026 roku, jest świadectwem, że nawet w odległym demokratycznym kraju o niewielkiej populacji (5,2 miliona mieszkańców) sztuczna inteligencja w polityce wyborczej stała się centralnym problemem regulacyjnym. Nowa Zelandia nie jest typowym celem zagranicznych operacji dezinformacyjnych. Mimo to nowozelandzcy akademicy biją na alarm. Skala AI slop jest na tyle duża, że żaden kraj demokratyczny nie jest uodporniony.
Po drugie, dla polskiego obserwatora ekosystemu informacyjnego sprawa pokazuje, że demokracje na całym świecie zmagają się jednocześnie z tym samym problemem regulacyjnym. Trzydzieści stanów USA. Unia Europejska. Australia. Nowa Zelandia. Watykan. ONZ. Rada Europy. Każda z tych instytucji wytwarza regulacje. Polski regulator musi nauczyć się przesiewać te źródła. Polskie media głównego nurtu muszą śledzić te zmiany. Problem jest globalny, lecz rozwiązania regulacyjne muszą pozostać lokalne, dostosowane do polskiego prawa wyborczego, polskiego systemu medialnego i konkretnych polskich zagrożeń zagranicznych.
Po trzecie, dla każdego polskiego dziennikarza i każdego polskiego analityka sprawa Mount Maunganui jest przejmującym przypomnieniem, że AI slop nie dotyczy abstrakcyjnych politycznych deepfake’ów. Dotyczy konkretnych ludzkich tragedii. Piętnastoletnia Sharon Maccanico zginęła w lawinie. Sztuczna inteligencja sfabrykowała jej wizerunek tańczącej. Jeśli Polska nie zacznie regulować sztucznej inteligencji już teraz, kolejny polski wypadek, polska tragedia, polska śmierć stanie się surowcem dla polskich „NZ News Hub” — fałszywych stron żywiących się polską krzywdą. W Res Futurze będziemy nadal monitorować, jak polski ekosystem informacyjny przygotowuje się do wyborów 2027 roku. „AI slop” Słownika Macquarie z 2025 roku może być dla polskiego czytelnika nadal obcym terminem. Za rok i pół stanie się polską codziennością.
Źródło – „The Post” (Nowa Zelandia, publikacja powtórna artykułu Lensena i Geddisa, 17 maja 2026), „The Conversation” (oryginalna publikacja, marzec 2026), Radio New Zealand (RNZ, publikacja śledztwa o NZ News Hub, 9 lutego 2026), Andrew Lensen (Senior Lecturer in Artificial Intelligence, Te Herenga Waka — Uniwersytet Wiktorii w Wellingtonie, dyrektor programu sztucznej inteligencji, współdyrektor LensenMcGavin AI, finansowany przez Ministry of Business, Innovation and Employment oraz Royal Society of New Zealand), Andrew Geddis (profesor prawa, Uniwersytet Otago), Macquarie Dictionary (australijski słownik referencyjny, Słowo Roku 2025: „AI slop”), Słowo Roku 2025 „AI slop” (definicja: generatywna sztuczna inteligencja wykorzystywana na skalę przemysłową do produkcji wprowadzających w błąd tekstów, obrazów i wideo), Mount Maunganui (lawina styczeń 2026, sześć ofiar śmiertelnych), Sharon Maccanico (piętnastoletnia ofiara lawiny Mount Maunganui, której zdjęcie zostało animowane przez AI na fałszywej stronie „NZ News Hub”), Waitangi (Dzień Waitangi 6 lutego 2026, deepfake premiera Luxona), traktat z Waitangi (1840, podpisany między Koroną Brytyjską a wodzami maoryskimi), Christopher Luxon (premier Nowej Zelandii, Partia Narodowa), Erica Stanford (minister imigracji Nowej Zelandii), Nicola Willis (minister finansów Nowej Zelandii), Chris Hipkins (były premier Nowej Zelandii, Partia Pracy, lider opozycji), Todd Stephenson (whip Partii ACT), Partia Narodowa Nowej Zelandii (krytykowana za kreskówki AI z liderami opozycji w 2023, reklamy atakujące z użyciem AI w 2023), Partia Pracy Australii (deepfake Petera Duttona tańczącego, TikTok), Peter Dutton (lider opozycji australijskiej), wiza „Parent Boost” (program imigracyjny promowany na TikToku przez Luxona i Stanford w języku mandaryńskim z lektorem AI), NZ News Hub (fałszywa strona na Facebooku, blisko pięć tysięcy obserwujących, usunięta 10 lutego 2026, animowała statyczne zdjęcie Sharon Maccanico, deepfake Luxona w Waitangi, animowała zdjęcie konferencji prasowej Luxona i Willis), Newshub (nowozelandzki kanał informacyjny, którego nazwa była imitowana przez NZ News Hub, obecnie nieczynny), Australian Associated Press (AAP, śledztwo o NZ News Hub), Australian Electoral Commission (utworzyła „disinformation register”), Te Herenga Waka — Uniwersytet Wiktorii w Wellingtonie, Uniwersytet Otago, Royal Society of New Zealand, Ministry of Business, Innovation and Employment, LensenMcGavin AI (firma konsultingowa Lensena), Meta (Facebook, Instagram, właściciel platformy, na której krąży NZ News Hub), Aotearoa (maoryska nazwa Nowej Zelandii), Korea Południowa (zakaz deepfake’ów politycznych dziewięćdziesiąt dni przed wyborami), Singapur (zakaz cyfrowo zmodyfikowanych materiałów wprowadzających w błąd co do kandydatów), Stany Zjednoczone (trzydzieści stanów z regulacjami deepfake’ów politycznych), Unia Europejska (AI Act, Regulation 2024/900 o przejrzystości reklam politycznych), Robocall Bidena (Stany Zjednoczone, prawybory w New Hampshire 2024), Federalna Komisja Komunikacji (FCC, USA), wybory słowackie 2023 (AI-generowane audio liberalnego kandydata), wybory nigeryjskie luty 2023 (manipulowane przez AI audio kandydata prezydenckiego), Sam Altman (OpenAI, ostrzeżenia o AI w wyborach 2023), Gareth Hughes (były poseł Zielonych Nowej Zelandii, Wellbeing Economy Alliance Aotearoa), Państwowa Komisja Wyborcza, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, Urząd Komunikacji Elektronicznej, polski Kodeks Wyborczy, polska cisza wyborcza, Konfederacja, Demagog, Konkret24, Stowarzyszenie Pravda, sieć Doppelganger, Inicjatywa Matryoshka, polski rynek weryfikacji faktów, polskie wybory parlamentarne 2027 Res Futura | resfutura.pl