Blokada RT na YouTube podziałała, ale widzowie znaleźli drugie koryto

W marcu 2022 roku, kilkanaście dni po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji na Ukrainę, YouTube podjął jedną z najostrzejszych decyzji moderacyjnych w swojej historii. 11 marca 2022 roku platforma ogłosiła globalną blokadę rosyjskich mediów państwowych, powołując się na zasady zakazujące treści, które negują, umniejszają albo trywializują dobrze udokumentowane akty przemocy. Z serwisu zniknęły kanały od Rossija 24 po telewizję Zwiezda, prowadzoną przez rosyjskie ministerstwo obrony. 9 dni wcześniej, 2 marca 2022 roku, Unia Europejska zablokowała na swoim terytorium RT i Sputnika.

Przez ponad 3 lata nikt nie odpowiedział rzetelnie na proste pytanie. Czy to zadziałało.

Odpowiedzi dostarcza recenzowane badanie opublikowane 25 listopada 2025 roku w Harvard Kennedy School Misinformation Review. Jego autorami są Jewgienij Gołowczenko z Uniwersytetu Kopenhaskiego, Kristina Aleksandrovna Pedersen z Copenhagen Business School, Jonas Skjold Raaschou-Pedersen z Copenhagen Center for Social Data Science i Anna Rogers z IT University of Copenhagen. Materiał badawczy robi wrażenie. 12 315 588 komentarzy pod 13 950 filmami z 40 rosyjskojęzycznych kanałów, po 40 dni przed i po wdrożeniu blokady.

Wynik jest dwuznaczny i właśnie ta dwuznaczność powinna trafić na biurko każdego regulatora platform. Blokada zadziałała niemal idealnie, bo aktywność na zablokowanych kanałach spadła do 0,18% poprzedniego poziomu. Jednocześnie nie zadziałała wcale, ponieważ w tych samych tygodniach aktywność na prokremlowskich kanałach, których blokada nie objęła, podwoiła się, w znacznej mierze za sprawą użytkowników migrujących z kanałów zablokowanych.

Autorzy nazywają to zjawisko „efektem substytucji”. Widownia propagandy zachowała się jak woda. Zablokowana w jednym korycie, znalazła sobie drugie.

I. Jak to zmierzono

Metodologia badania zasługuje na rozpisanie, bo jej pomysłowość wynika z ograniczeń, z którymi mierzy się każdy badacz platform.

YouTube nie udostępnia historycznych danych o wyświetleniach, więc nie da się po fakcie odtworzyć, jak blokada wpłynęła na oglądalność. Każdy komentarz ma jednak znacznik czasu, więc zespół to wykorzystał i przyjął liczbę komentarzy pod filmami za miarę zaangażowania. Jest to wskaźnik zastępczy, ale mocny. Duża liczba komentarzy oznacza dużą oglądalność, a zarazem sama napędza widoczność, bo algorytm platformy uwzględnia zaangażowanie przy pozycjonowaniu treści.

Próba objęła 4 grupy po 10 kanałów, wszystkie rosyjskojęzyczne i z progiem powyżej 100 tysięcy subskrybentów. Zablokowane kanały prokremlowskie, od głównego nurtu po niszowe. Niezablokowane kanały prokremlowskie. Kanały krytyczne wobec reżimu. Oraz, jako apolityczna grupa kontrolna, 10 najpopularniejszych rosyjskich kanałów rozrywkowych. Dane zebrano wiosną 2022 roku przez API YouTube, które wówczas wciąż udostępniało metadane zablokowanych kanałów. Dziś już ich nie udostępnia, co oznacza, że badania tego typu nie dałoby się powtórzyć.

Wybór rosyjskojęzycznego wycinka platformy nie jest przypadkowy. Kanały w tym języku docierają nie tylko do widowni w Rosji, lecz także do diaspory i dużych rosyjskojęzycznych populacji w państwach postsowieckich, czyli do grup, o które toczy się realna rywalizacja informacyjna.

II. Ustalenie pierwsze. Blokada zadziałała niemal w 100%

Pierwszy wynik badania jest jednoznaczny i wart odnotowania właśnie dlatego, że deklaracje platform tak rzadko poddaje się niezależnej weryfikacji.

W ciągu 10 dni przed blokadą zablokowane później kanały zbierały średnio 12 517 komentarzy dziennie. W ciągu pierwszych 10 dni po blokadzie było to 23 komentarze, czyli spadek do 0,18% poprzedniego poziomu, praktycznie do zera. Co istotne metodologicznie, gwałtowne załamanie nastąpiło wyłącznie w grupie kanałów objętych blokadą. Ani kanały krytyczne wobec Kremla, ani rozrywkowa grupa kontrolna nie zanotowały w tym momencie porównywalnego tąpnięcia, co pozwala przypisać to załamanie decyzji platformy, a nie ogólnym trendom rosyjskojęzycznego YouTube.

Dla porządku warto odnotować dynamikę wcześniejszą. Na początku inwazji aktywność komentujących eksplodowała, sięgając szczytowo 250 tysięcy komentarzy dziennie w badanej próbie, po czym lekko opadła wraz z zaostrzeniem rosyjskiej cenzury wewnętrznej.

Wniosek pierwszy brzmi więc dobrze dla zwolenników twardej moderacji. YouTube dotrzymał słowa, a globalna blokada na poziomie platformy skutecznie odcięła użytkowników od największych tub państwowej propagandy. Wynik współgra z ustaleniami badania Santos Okholm i współautorów z 2024 roku, według którego unijna geoblokada RT i Sputnika wprowadziła realne tarcie i ograniczyła udostępnianie tych źródeł na Facebooku.

Gdyby badanie kończyło się w tym miejscu, byłoby laurką dla deplatformizacji. Nie kończy się.

III. Ustalenie drugie. Woda znalazła drugie koryto

Drugi wynik komplikuje obraz w sposób, który stanowi właściwy wkład tego badania.

W tych samych dniach, w których aktywność na zablokowanych kanałach spadała do zera, aktywność na niezablokowanych kanałach prokremlowskich skokowo rosła, z 1199 komentarzy dziennie w okresie przedinwazyjnym do 2513 w pierwszych 10 dniach po blokadzie. Wzrost jest nagły, skokowy i przypada dokładnie na moment wdrożenia blokady, a nie kilka dni wcześniej, co odróżnia go od łagodniejszego wzrostu na kanałach opozycyjnych, którego blokadą wyjaśnić się nie da.

Zespół poszedł o krok dalej i prześledził konkretnych użytkowników, którzy przed blokadą komentowali na kanałach później zablokowanych. Liczba ich komentarzy na niezablokowanych kanałach prokremlowskich po blokadzie ponad dwukrotnie wzrosła. To już nie korelacja na poziomie kanałów, tylko udokumentowana migracja tej samej publiczności w obrębie platformy.

Mechanizm tej migracji pozostaje otwartym pytaniem i autorzy uczciwie to zaznaczają. Możliwości są dwie i obie niewygodne. Pierwsza mówi, że użytkownicy sami aktywnie wyszukali zamienniki oferujące podobne treści. Druga zakłada, że podsunął im je algorytm rekomendacji YouTube, dobierający propozycje na podstawie historii oglądania. W drugim wariancie kryje się ironia, obok której trudno przejść obojętnie. Ta sama platforma, która ręcznie zablokowała propagandę państwową, mogła równocześnie algorytmicznie doprowadzić jej widownię do propagandy prywatnej. Lewa ręka moderacji i prawa ręka silnika rekomendacji pracowały więc w przeciwnych kierunkach.

Autorzy zaznaczają granice swoich ustaleń z rzadko spotykaną skrupulatnością. Badanie mierzy komentarze, nie wyświetlenia. Nie geolokalizuje użytkowników. Nie szacuje bilansu netto dla całego prokremlowskiego ekosystemu, bo część widowni zablokowanych kanałów mogła nie odnaleźć zamienników, a blokada per saldo prawdopodobnie i tak osłabiła prokremlowskie środowisko na YouTube. Efekt substytucji nie unieważnia więc blokady, tylko wyznacza jej granice.

IV. Co z tego wynika. Ekologia zamiast listy kanałów

Rekomendacje płynące z badania układają się w trzy punkty i każdy z nich ma bezpośrednie zastosowanie w 2026 roku.

Pierwszy punkt mówi, że polityka moderacyjna nie powinna traktować kanałów powiązanych z państwem w izolacji, tylko jako element szerszej ekologii rozpowszechniającej te same narracje, niezależnie od formalnych powiązań i źródeł finansowania. Blokada wycelowana wyłącznie w podmioty z państwowym szyldem zostawia nietknięty cały ekosystem satelicki, który natychmiast przejmuje ruch.

Drugi punkt zakłada, że jeśli platformy albo regulatorzy decydują się na blokady, powinny one być odpowiednio szerokie od samego początku i obejmować także źródła niszowe. Autorzy wskazują ryzyko, teoretycznie możliwe także w innych kontekstach, że substytuty okażą się skrajniejsze od źródeł zablokowanych. Widownia przeniesiona z telewizji państwowej na kanały pozbawione nawet fasadowej odpowiedzialności redakcyjnej niekoniecznie trafia w lepsze miejsce.

Trzeci punkt dotyczy tego, że ocena zamierzonych i niezamierzonych skutków takich interwencji wymaga dostępu do danych dla niezależnych analityków. Tu badanie dostarcza argumentu samym swoim istnieniem. Zespół zdążył zebrać dane o zablokowanych kanałach w wąskim oknie, w którym API jeszcze je udostępniało. To okno już się zamknęło, więc niezależna weryfikacja jednej z najważniejszych decyzji moderacyjnych w historii platformy była możliwa wyłącznie dzięki przypadkowi i refleksowi badaczy.

Czytelnikom tej serii ustalenia kopenhaskiego zespołu powinny brzmieć znajomo, bo opisują w danych z 2022 roku dokładnie ten mechanizm, którego dojrzałą postać obserwujemy dziś. Sieć Pravda, zatruwająca zbiory treningowe modeli AI milionami artykułów, jest zindustrializowaną wersją niezablokowanego ekosystemu satelickiego. RT i Sputnik pozostają zablokowane, a ich narracje płyną szerzej niż kiedykolwiek, przez setki bezimiennych witryn, których nie obejmuje żadna lista sankcyjna. Efekt substytucji z YouTube 2022 roku okazał się więc nie anomalią, tylko zapowiedzią modelu operacyjnego całej rosyjskiej machiny informacyjnej.

V. Pięć obserwacji na koniec

Pierwsza obserwacja jest taka, że deplatformizacja działa dokładnie w tym zakresie, w którym jest zaprojektowana, i ani milimetra szerzej. Blokada kanału redukuje aktywność na tym kanale o 99,8%, ale nie redukuje popytu na treści, które ten kanał zaspokajał. Polityka publiczna, która myli te dwie rzeczy, będzie ogłaszać zwycięstwa mierzone wskaźnikami, które nie mierzą problemu.

Druga obserwacja mówi o tym, że najważniejszym niezbadanym bohaterem tego badania jest algorytm rekomendacji. Jeśli substytucję napędzały rekomendacje, to platformy prowadzą politykę informacyjną o dwóch sprzecznych wektorach, bo moderacja usuwa, a silnik rekomendacji odbudowuje. Regulatorzy, w tym organy egzekwujące unijny Akt o Usługach Cyfrowych, powinni więc żądać audytu nie tylko decyzji o usunięciach, ale też tego, dokąd systemy rekomendacyjne kierują widownię usuniętych treści w tygodniach po blokadzie.

Trzecia obserwacja jest taka, że okno dostępu do danych jest infrastrukturą bezpieczeństwa, a nie uprzejmością platform. To badanie istnieje, bo API przez kilka tygodni udostępniało metadane zablokowanych kanałów. Następna decyzja tej rangi może nie doczekać się żadnej niezależnej weryfikacji. Obowiązkowy, trwały dostęp badawczy do danych o interwencjach moderacyjnych powinien być więc standardem regulacyjnym, a postulat panelu ONZ o zdolnościach ewaluacyjnych dostaje tu konkretną, techniczną treść.

Czwarta obserwacja dotyczy tego, że blokady mają sens wyłącznie jako element sekwencji, nigdy jako finał. Scenariusz optymalny wynika wprost z danych, czyli szeroka blokada obejmująca ekosystem satelicki od pierwszego dnia, monitoring migracji widowni w czasie rzeczywistym i korekta zasięgu blokady w rytmie tej migracji. Scenariusz realny z 2022 roku wyglądał inaczej, czyli wąska blokada, brak monitoringu i substytucja odkryta przez naukowców 3 lata później. Różnica między tymi scenariuszami to różnica między polityką a gestem.

Piąta obserwacja jest zarazem najbardziej fundamentalna. Kopenhaskie badanie dokumentuje moment założycielski obecnej epoki wojny informacyjnej. Zachód nauczył się blokować nadajniki, a Rosja nauczyła się, że nadajniki są zbędne. Skoro widownia sama odnajduje treść, a algorytmy jej w tym pomagają, wystarczy rozproszyć narrację po ekosystemie zbyt szerokim i zbyt bezimiennym na jakąkolwiek listę sankcyjną. Wszystko, co opisujemy w tej serii od miesięcy, od sieci Pravda po zatruwanie modeli AI, jest konsekwencją lekcji, którą obie strony odrobiły w tym samym marcowym tygodniu 2022 roku. Tylko że jedna strona odrobiła ją w 2 tygodnie, a druga czyta wyniki w recenzowanym czasopiśmie po 3 latach.

Źródła – Harvard Kennedy School Misinformation Review, Jewgienij Gołowczenko, Kristina Aleksandrovna Pedersen, Jonas Skjold Raaschou-Pedersen, Anna Rogers, Uniwersytet Kopenhaski, Copenhagen Business School, IT University of Copenhagen, YouTube, Komisja Europejska, Reuters, Santos Okholm, Internet Policy Review | Res Futura | resfutura.pl

Total
0
Share