Patrzymy na siebie przez krzywdę
W oknie 24 milionów zasięgu dwie najsilniejsze emocje to oburzenie i resentyment razem 55% reakcji. Trzecia to wstyd narodowy, czwarta drwina, piąta zmęczenie. W tej hierarchii nie ma już miejsca na dumę, radość czy zwykłą ciekawość kulturalną choć powód do dumy był, najlepszy wynik jurorski od 2003 roku, 133 punkty od europejskich jurorów dla Alicji Szemplińskiej. Ten fakt zniknął z dyskursu w ciągu pierwszej godziny po finale.
Polak w sieci nie umie się cieszyć umie się obrażać.
To nie jest cecha tej Eurowizji, to stała behawioralna powracająca w cyklu Tranton_5 od miesięcy.
Upolityczniamy wszystko, co się da
Konkurs piosenki został przeczytany w polskim internecie wyłącznie przez geopolitykę, lojalność sojuszniczą, antysemityzm, niewdzięczność Ukrainy i kompromitację TVP. Muzyka, występy, oprawa wizualna, kontekst kulturalny wszystko to zostało wyparte. Z 14 407 wzmianek mniej niż 2% zawiera jakąkolwiek ocenę artystyczną. Polski dyskurs sieciowy nie ma już trybu pozapolitycznego każdy bodziec kulturalny jest błyskawicznie przerabiany na bodziec polityczny. To samo widać było w cyklach o olimpiadzie, festiwalach filmowych i wielkich wydarzeniach sportowych. Polska sieć jest rozpolitykowana do tego stopnia, że estetyka przestała być samodzielną ramą odbioru.
Wstyd przed mówieniem źle o Ukrainie zniknął i to jest najważniejsze
Przez dwa lata po lutym 2022 publiczne wyrażanie pretensji wobec Ukrainy wymagało odwagi albo przynależności do konkretnej bańki. W tym oknie krytyka Kijowa jest dominującą emocją wśród użytkowników politycznie nieprzypisanych pod postami portali plotkarskich, w komentarzach mediów mainstreamowych, na Facebooku. To już nie jest prawicowa nisza. To większościowy odruch, który dla obrońców Ukrainy stał się niewygodny do publicznego zabierania głosu stąd cisza środowisk proukraińskich w tym oknie.
Polak w sieci nie jest już z Ukrainą. Jest sfrustrowany, transakcyjnie nastawiony i gotowy to wyrazić.
Mowa nienawiści przechodzi pod osłoną słusznego oburzenia
9% wzmianek krytycznych wobec jury zawiera elementy antysemickie od ironicznego „koszer Eurowizji” po wprost wyłożone „żydokomuna” i „sami żydzi w składzie”. Te treści nie są moderowane przez platformy ani kontestowane przez współużytkowników. Polak w sieci nie ma odruchu pilnowania własnej bańki jeśli komentarz potwierdza jego ramę, nie sprawdza, na jakich argumentach stoi. To samo dotyczy etnicznych ataków na Ukraińców pojawiających się obok pretensji o zero punktów. Granica między uprawnioną krytyką a mową nienawiści jest dla polskiego użytkownika płynna i nieinteresująca.
Doxxing traktujemy jak rozrywkę
Lista siedmiu nazwisk członków polskiego jury, w tym dwojga nastolatków, krąży w monitorowanym oknie pod hashtagiem „lista hańby” w niemal identycznej grafice, niezależnie od platformy. W komentarzach padają wezwania do „banicji”, informacje o wyłączaniu komentarzy na Instagramie przez jurorów, ataki osobiste na nieletnich. Polak w sieci nie odbiera tego jako naruszenia normy odbiera jako uprawnioną reakcję obywatelską. Współczucie wobec nastolatków, którzy zagłosowali w głosowaniu artystycznym i przez dobę byli pod publicznym ostrzałem, w monitoringu nie pojawia się praktycznie wcale.
Działamy stadem i nie widzimy, że ktoś nas używa
Klon o ukraińskim zerze pojawia się dziewięciokrotnie na Facebooku w identycznym brzmieniu, rozprowadzony przez różne konta osobowe. Lista jurorów krąży w prawie identycznej grafice. Te wzorce mówią, że Polak w sieci powiela cudze treści jak własne, nie sprawdza ich pochodzenia, nie widzi, kiedy bierze udział w skoordynowanej dystrybucji. Gdyby tego samego użytkownika zapytać o autonomię własnego sądu, odpowiedziałby, że formułuje opinie samodzielnie. Przepaść między tym, co o sobie myślimy, a tym, jak się zachowujemy jest tu największa.
Cisza obrońców mówi więcej niż krzyk atakujących
Najmocniejszym sygnałem tego okna nie jest to, co padło tylko to, co nie padło. Brak głosu w obronie jury (1% wzmianek), brak głosu w obronie Ukrainy (1% wzmianek), brak głosu rządu, brak głosu mediów koalicyjnych. Polska sieć ma w kryzysie jeden tryb działania atak. Tryb obronny zniknął, bo obrońcy boją się reakcji tłumu i kosztu reputacyjnego, jaki niesie wypowiedź pod prąd. To jest definicja klimatu autocenzury, w którym kontrnarracje nie giną z braku argumentów giną z braku odwagi.
Na koniec
Polak w sieci jest dziś bardziej skłonny do złości niż do jakiejkolwiek innej emocji, bardziej skłonny do upolityczniania niż do estetycznego odbioru, bardziej skłonny do publicznego ataku niż prywatnej refleksji, mniej skłonny do obrony słabszego niż w jakimkolwiek wcześniejszym oknie tego cyklu. Eurowizja jest tu nie tyle tematem, ile lustrem.