David Salle i prawa artystów w erze AI

05.06.2026 roku Cultured Magazine uruchamia nową kolumnę „Know Your Rights”. Pierwszy odcinek prowadzi wiceprezeska Artists Rights Society, organizacji chroniącej prawa własności intelektualnej tysięcy artystów wizualnych i ich spadkobierców od 1987 roku.

Format jest prosty. Trzy hipotetyczne pytania od artystów, inspirowane realnymi sprawami zgłaszanymi do ARS. Trzy odpowiedzi pokazujące, jak złożone i nieintuicyjne stało się dziś prawo autorskie w epoce generatywnej sztucznej inteligencji.

Pierwsze pytanie. „David Salle wytrenował własną AI, żeby naśladować swoje wcześniejsze prace w nowej serii. Jak to jest legalne?”. Drugie pytanie. „Buduję aplikację z rozszerzoną rzeczywistością, w której użytkownicy malują wirtualne murale w stylach różnych artystów ulicznych. Czy mogę mieć problemy prawne?”. Trzecie pytanie. „Piszę powieści romantyczne. Aplikacja randkowa generuje teksty wzięte słowo w słowo z moich książek. Co teraz?”.

Każda z trzech odpowiedzi dotyka innego aspektu nowego krajobrazu prawnego. Razem tworzą mapę problemów, z którymi mierzy się dziś każdy, kto zajmuje się działalnością twórczą.

Tło tych odpowiedzi to ugoda Bartz v. Anthropic z sierpnia i września 2025 roku. 1,5 miliarda dolarów. Około 3 000 dolarów za książkę pomnożone przez 500 000 tytułów. Pierwsza historyczna ugoda dotycząca AI w prawie autorskim. Liczba odniesienia, do której będą się dziś powoływać wszystkie kolejne sprawy.

I. David Salle. Dlaczego jego AI jest legalna

David Salle to amerykański malarz, którego dorobek od lat siedemdziesiątych krąży wokół pytania o oryginalność. Przywłaszczał fotografie. Reprodukował własne obrazy. Łączył je w warstwy. Pytanie, gdzie kończy się tradycja, a zaczyna autorski głos, było zawsze centralnym punktem jego sztuki.

W 2024 roku Salle poszedł krok dalej. Współpracował z dwoma technologami i wytrenował własną AI na serii „Pastorals” z lat 1999 i 2000. Następnie wydrukował na lnianym płótnie nowe kompozycje wygenerowane przez model. Następnie zamalował uzyskane wydruki. Tak powstała seria „New Pastorals”, po raz pierwszy pokazana w Gladstone Gallery w Nowym Jorku w 2024 roku.

Pytanie prawne dzieli się tu na dwa.

Pierwsze. Czy trenowanie modelu na własnym dorobku jest legalne. Odpowiedź jest jednoznaczna. Tak. Salle jest właścicielem praw autorskich do swoich obrazów, niezależnie od tego, kto fizycznie posiada konkretne płótna. Naruszenie prawa autorskiego wymaga skopiowania cudzej chronionej pracy bez licencji albo bez uzasadnionego użytku. Zamknięty zbiór treningowy zbudowany z własnych prac całkowicie omija to pole walki.

Drugie. Czy efekt wygenerowany przez AI podlega ochronie prawnoautorskiej. Tu odpowiedź wymaga odwołania do raportu US Copyright Office ze stycznia 2025 roku, drugiej części serii dokumentów dotyczących sztucznej inteligencji.

Stanowisko amerykańskiego Urzędu Praw Autorskich jest niezwykle precyzyjne. Kiedy człowiek wprowadza własną pracę chronioną prawem autorskim do systemu AI, pozostaje autorem każdej części oryginalnej ekspresji, która jest nadal rozpoznawalna w wyniku. Wynik wygenerowany przez AI jest w praktyce dziełem pochodnym oryginalnej pracy człowieka. Ponadto dzieła wspierane przez AI kwalifikują się do ochrony prawnoautorskiej w przypadkach, gdy człowiek wnosi wystarczająco dużo własnego twórczego wkładu. Edytuje. Aranżuje. Modyfikuje. Drukuje wynik na płótnie i maluje na nim własnoręcznie.

Samo wpisanie polecenia tekstowego do modelu generatywnego nie wystarcza. Malowanie nad wydrukiem niemal na pewno wystarcza.

Lekcja, której Salle udzielił uważnemu widzowi, jest jednak głębsza. Nie chodzi tylko o legalność. Chodzi o przejrzystość. Salle nigdy nie ukrywał, że używa AI. Określał ją mniej jako współautora, a bardziej jako „inteligentny pędzel”. To rozróżnienie jest dla całej branży kluczowe.

Każdy, kto przedstawia stare prace jako nowe i bierze za nie pieniądze, każdy, kto udaje, że odgrzewane idee są nowym przełomem twórczym, naraża się na coś więcej niż tylko utratę reputacji. Według prawa amerykańskiego fałszywe przedstawienie daty, autorstwa albo proweniencji dzieła może stanowić oszustwo cywilne, naruszenie gwarancji handlowej oraz, w skrajnych przypadkach, fałszerstwo karne.

II. Street art. Dlaczego nie wolno trenować AI na cudzych muralach

Drugie pytanie pokazuje przeciwny biegun.

Wyobraź sobie aplikację mobilną. Użytkownik kieruje telefon na ścianę, dotyka ekranu, „maluje” wirtualny mural. Może wybrać styl Banksy’ego, Kawsa albo Sheparda Faireya. Czy taka aplikacja jest legalna?

Odpowiedź jest jednoznaczna. Co do zasady, nie.

Street art podlega ochronie prawnoautorskiej dokładnie tak samo jak dzieła w galeriach. Fakt, że został stworzony bez zgody właściciela ściany, nie ma znaczenia dla prawa autorskiego. Dzieło jest dziełem, niezależnie od miejsca powstania i niezależnie od legalności samego aktu twórczego. Keith Haring na ścianie nowojorskiego metra ma identyczną ochronę jak Keith Haring na wystawie w Brant Foundation.

H&M nauczył się tej zasady w 2018 roku. Graffiti artysta Revok zażądał od giganta odzieżowego zaprzestania używania zdjęcia jego muralu z Brooklynu w kampanii reklamowej. W geście, który Cultured nazywa „skandynawską nadgorliwością”, H&M wytoczył kontrpozew, twierdząc, że nielegalne dzieło nie podlega ochronie prawnoautorskiej. Po fali publicznej krytyki firma wycofała kontrpozew.

Jest jednak kluczowe rozróżnienie, które Cultured podkreśla mocno. Dzieło jest chronione. Styl nie jest chroniony.

W 2025 roku internet zalały obrazy w stylu Hayao Miyazakiego, generowane przez GPT Image z fotografii. OpenAI nie poniosło odpowiedzialności prawnej, ponieważ system odtwarzał estetykę Ghibli, a nie konkretne postacie Ghibli. Postać Totoro jest chroniona. Estetyczny styl, w którym Studio Ghibli przedstawia świat, nie jest.

Monetyzowanie stylu i reputacji artysty otwiera natomiast nowe pole odpowiedzialności prawnej. Artyści mogą pozwać twórcę aplikacji za fałszywe poparcie albo za naruszenie znaku handlowego. W 2025 roku trzech brytyjskich artystów ulicznych pozwało dom mody Vivienne Westwood za umieszczenie ich graffiti na ubraniach bez zgody. Argumentacja powodów. Marka wykorzystała ich wiarygodność i sprawiła, że wyglądają jak talenty na sprzedaż.

W 2026 roku litewski artysta mieszkający w Malezji pozwał linię lotniczą AirAsia za reprodukcję jego głośnego muralu „Kids on Bicycle” z 2012 roku na kadłubie samolotu. Sprawę obciąża jeden szczegół. Linia lotnicza spotkała się z artystą w 2017 roku w sprawie potencjalnej płatnej współpracy. Była w pełni świadoma istnienia artysty i jego stawek.

Banksy, choć słynący z anarchicznej postawy wobec własności intelektualnej, jest jednym z najbardziej procesujących się artystów ulicy. Jego firma Pest Control Office Limited używa systemu znaków handlowych do ścigania naśladowców. Cultured cytuje przewrotną opinię prawnika. „Fakt, że Banksy dwukrotnie powiedział, że copyright jest dla przegranych, nie powinien wpływać na ważność rejestracji jego znaku towarowego”.

Lekcja jest klarowna. Aplikacja, która trenuje swój model na konkretnych dziełach artystów ulicznych, narusza prawo autorskie tych artystów. Aplikacja, która rekreuje styl bez wykorzystania konkretnych dzieł, znajduje się w szarej strefie. Jeśli oferuje to za pieniądze, monetyzując nazwisko albo reputację artysty, otwiera drogę do pozwów o fałszywe poparcie.

III. Powieść romantyczna na aplikacji randkowej

Trzecie pytanie wymaga zupełnie innej kategorii prawnej.

Pisarka literatury romantycznej dowiaduje się, że aplikacja randkowa generuje teksty otwierające rozmowę, które są w całości skopiowane z jej powieści. Niektóre dosłownie. Jak to się dzieje? Co można z tym zrobić?

Cultured wprowadza tu nowy termin. „Chatfishing”. Sytuacja, w której rozmowny urok randkowicza został sztucznie podniesiony przez ChatGPT.

Mechanika jest następująca. Większość aplikacji randkowych nie generuje sama tekstów z AI. Użytkownicy korzystają jednak z zewnętrznych narzędzi, takich jak Rizz, Winggg, YourMove albo bezpośrednio z ChatGPT. Wgrywają zrzuty ekranu z profili albo z poprzednich rozmów. Aplikacja AI sugeruje sprytne odpowiedzi i sposoby na nawiązanie kontaktu.

Pytanie. Skąd te aplikacje biorą swój materiał szkoleniowy?

Cultured wskazuje bezpośrednio na strukturalne ryzyko. Modele językowe takie jak ChatGPT i Claude mogą być trenowane na powieściach romantycznych dostępnych w internecie. Część tego trenowania odbywa się legalnie, na licencjonowanych zbiorach danych. Część odbywa się w szarej strefie albo wprost nielegalnie, na piracko pobranych książkach z tak zwanych bibliotek cieni.

Sierpień i wrzesień 2025 roku. Bartz v. Anthropic. Pierwsza historyczna ugoda dotycząca AI w prawie autorskim w USA. Anthropic, firma rozwijająca model Claude, zgodziła się zapłacić 1,5 miliarda dolarów autorom. Około 3 000 dolarów za książkę. 500 000 książek objętych ugodą. Plus zobowiązanie do zniszczenia kopii książek pobranych z pirackich bibliotek LibGen i PiLiMi.

Ugoda nie ustanawia formalnego precedensu prawnego, lecz, według ekspertów, staje się liczbą odniesienia. Punktem orientacyjnym, do którego będą się powoływać prawnicy w kolejnych sprawach. Meta, OpenAI i Microsoft są dziś w trakcie odpowiednich postępowań. Każda z tych firm ma w swojej historii treningowej książki pochodzące z LibGen.

New York Times w lutym 2026 roku zaprezentował autorkę literatury romantycznej z RPA, która używa AI do pisania powieści w 45 minut. Romantyczna literatura była zawsze pierwszym sektorem adoptującym nowe technologie. Od e-booków po BookTok. Generatywna AI nie jest tu wyjątkiem.

Wracając do pytania. Co może zrobić autorka?

Pierwsze. Sprawdzić, czy konkretne fragmenty są skopiowane dosłownie, czy są parafrazowane. Skopiowane dosłownie stanowią naruszenie prawa autorskiego.

Drugie. Sprawdzić, czy konkretna aplikacja randkowa lub aplikacja wspierająca rozmowy generuje teksty wewnętrznie, czy używa zewnętrznego API takiego jak OpenAI albo Anthropic. Odpowiedzialność prawna może spadać na różne strony łańcucha.

Trzecie. Uwzględnić zasadę de minimis. Wykorzystanie jednego albo dwóch zdań z większej książki może nie kwalifikować się jako naruszenie. Wykorzystanie pięciu zdań prawie na pewno tak.

Cultured kończy ten punkt zaskakująco osobiście. „Zasługujesz na uznanie za swoje pikantne pisarstwo”.

IV. Co łączy wszystkie trzy odpowiedzi

Z trzech hipotetycznych pytań wyłania się jeden wzór strukturalny.

Pierwsze. Prawo autorskie w epoce AI nie jest jeszcze kategorią ujednoliconą. Każdy typ dzieła, każda metoda treningu modelu, każda forma dystrybucji wyniku wymaga osobnej analizy prawnej. Salle jest legalny. Aplikacja ze street artem narusza prawo. Powieść romantyczna może być w szarej strefie albo wprost stanowić obiekt naruszenia.

Drugie. Decyduje wkład człowieka. US Copyright Office w raporcie ze stycznia 2025 roku ustanowił prosty test. Czy człowiek wniósł wystarczająco dużo własnego twórczego wkładu, żeby wynik kwalifikował się do ochrony? Salle przez malowanie nad wydrukiem wnosi wystarczająco dużo. Generatywne narzędzie do murali, w którym użytkownik tylko wybiera styl, prawdopodobnie nie.

Trzecie. Decyduje źródło materiału treningowego. Trenowanie na własnym dorobku nie narusza prawa autorskiego. Trenowanie na cudzych dziełach bez licencji albo bez wyraźnego uzasadnionego użytku narusza. Bartz v. Anthropic z 2025 roku potwierdza to w formie liczby 1,5 miliarda dolarów.

Czwarte. Decyduje monetyzacja stylu artysty. Odpowiedzialność za fałszywe poparcie albo naruszenie znaku handlowego. Vivienne Westwood, AirAsia i hipotetyczna aplikacja ze street artem pokazują, że artyści mają konkretne instrumenty prawne. Choć styl jako taki nie jest chroniony, monetyzowanie czyjegoś rozpoznawalnego dorobku prowadzi do osobnej kategorii sporów.

Piąte. Decyduje przejrzystość. Salle nigdy nie ukrywał, że używa AI. Każdy, kto ukrywa, otwiera sobie drogę nie tylko do utraty reputacji, lecz także do oskarżeń o oszustwo cywilne.

V. Co to znaczy dla rynku globalnego

Pięć obserwacji strategicznych na koniec.

Pierwsza. Każdy artysta, autor, projektant, fotograf, twórca treści musi dziś zdecydować, jak nazywa swoją relację z AI. Salle wybrał pełną przejrzystość. Autorka z RPA wybrała pełną przejrzystość z innej strony. Każdy, kto próbuje ukryć, ryzykuje znacznie więcej niż reputację.

Druga. Każda firma używająca AI do generowania treści musi dziś sprawdzić swój łańcuch treningowy. Anthropic zapłacił 1,5 miliarda dolarów za użycie pirackich książek. OpenAI, Meta, Google, Microsoft, Stability AI i każda inna firma rozwijająca modele generatywne stoi przed analogicznym ryzykiem. Każde naruszenie z przeszłości staje się dziś pozycją kosztową w bilansie.

Trzecia. Akt o AI Unii Europejskiej, który wchodzi w życie w pełnym zakresie 02.08.2026 roku, wprowadza obowiązek dokumentowania źródeł danych treningowych. Europejskie firmy AI będą musiały publicznie ujawniać, jakie zbiory danych zostały użyte do trenowania modeli ogólnego przeznaczenia. Amerykańskie firmy działające w Unii Europejskiej także. Kategoria odpowiedzialności prawnej za źródła treningowe staje się obowiązkiem regulacyjnym, a nie tylko podstawą pozwów cywilnych.

Czwarta. Licencjonowanie staje się nowym standardem branżowym. Bartz v. Anthropic pokazał, że ekonomicznie tańszą i prawnie bezpieczniejszą drogą jest zapłacić twórcom z góry niż później płacić 3 000 dolarów za książkę po procesie. Każda firma AI rozwijająca dziś model generatywny powinna mieć wbudowany budżet licencyjny.

Piąta. Najbardziej fundamentalna. Era darmowego dostępu do całej kultury jako materiału treningowego AI definitywnie się skończyła. Dziesięć lat temu firmy technologiczne argumentowały, że kopiowanie milionów książek, obrazów, utworów muzycznych do baz treningowych jest uzasadnionym użytkiem. Sądy amerykańskie i europejskie odpowiedziały, że nie wszystko, co można pobrać z internetu, można legalnie wykorzystać do trenowania modelu komercyjnego.

To, co dzieje się dziś w prawie autorskim, jest analogią do tego, co stało się z muzyką po Napsterze. Branża muzyczna przez dziesięć lat opierała się rzeczywistości cyfrowej. Ostatecznie przyjęła licencyjny model dystrybucji, który okazał się znacznie bardziej zyskowny niż wcześniejszy model fizyczny. Branża AI ma dziś szansę nauczyć się tej lekcji szybciej.

Każdy artysta, którego prace zostały bez licencji wykorzystane do trenowania modelu, ma dziś instrumenty prawne, żeby tego dochodzić. Każda firma AI, która jeszcze nie przyjęła licencyjnego modelu pozyskiwania danych treningowych, działa na obszarze coraz bardziej podatnym na zaskarżenie.

Artists Rights Society reprezentuje dziś tysiące artystów. Bartz v. Anthropic reprezentował 500 000 autorów. Następne sprawy obejmą fotografów, muzyków, ilustratorów, twórców filmowych. Każda z tych kategorii zawodowych dochodzi dziś swoich praw przed sądami. Każda dostaje powoli odpowiednie narzędzia.

Następne pięć lat zdefiniuje, jak będzie wyglądać podział wartości w gospodarce kreatywnej XXI wieku. AI nie jest tym, co tę gospodarkę zniszczy. AI jest tym, co tę gospodarkę zmusza do uczciwego rozliczenia z autorami.

Źródło – Cultured Magazine, Katarina Feder, Artists Rights Society, US Copyright Office, Fortune, NPR, Susman Godfrey LLP, Copyright Alliance, Patterson IP Law Group, New York Times, The Art Newspaper, Reuters, Bartz v. Anthropic, OpenAI, Anthropic, Studio Ghibli, Gladstone Gallery, Sprüth Magers, Brant Foundation, Pest Control Office Limited, Vivienne Westwood, AirAsia | Res Futura | resfutura.pl

Total
0
Share