Harvard Kennedy School Misinformation Review opublikował komentarz Nuurrianti Jalli ze School of Media and Strategic Communications na Oklahoma State University, który proponuje przebudowę fundamentów całej dziedziny. Autorka przekonuje, że dezinformację należy uznać za informacyjne ryzyko systemowe, czyli za zjawisko, w którym zdegradowane albo zmanipulowane przepływy informacji destabilizują wiele współzależnych systemów społecznych, politycznych i instytucjonalnych naraz, a skutki kaskadowo wykraczają poza samo środowisko informacyjne.
Punktem wyjścia są trzy znajome katastrofy z jedną wspólną iskrą. W 2023 roku internetowe plotki przyspieszyły upadek Silicon Valley Bank. W pandemii fałszywe twierdzenia o szczepionkach podkopały zaufanie do zaleceń zdrowotnych i przełożyły się na szkody, których dało się uniknąć. Kłamstwa o wyborach w USA rozkręciły spiralę, która skończyła się szturmem na Kapitol. Za każdym razem iskra była informacyjna, ale pożar strawił system finansowy, zdrowotny albo polityczny.
Teza Jalli brzmi więc następująco. Większość instytucjonalnych odpowiedzi, od usuwania treści przez edukację medialną po ściganie „złych aktorów”, leczy pojedyncze epizody, podczas gdy choroba jest strukturalna. Ramy zarządzania ryzykiem wypracowane w finansach i naukach o klimacie, z testami warunków skrajnych i audytami odporności na czele, pozostają w dziedzinie informacji niemal nieużywane. Czas to zmienić.
I. Od epizodu do systemu
Ryzyko systemowe to pojęcie z nadzoru finansowego i badań klimatycznych. Oznacza zaburzenia, które rozchodzą się po sieciach powiązań i wywołują nieproporcjonalne awarie całego systemu. Klasyczna literatura finansowa opisuje instytucje „zbyt centralne, by upaść”, których problemy rozlewają się na wszystkich wokół. Istotą nie jest skala pojedynczego zdarzenia, tylko dynamika powiązań, czyli zdolność zaburzenia do wędrowania po sieci, wchodzenia w reakcje z ukrytymi podatnościami i wpychania stabilnych systemów w kryzys.
Jalli pokazuje, że dezinformacja spełnia tę definicję punkt po punkcie. Nie zostaje w jednej dziedzinie, tylko żeruje na politycznej nieufności, finansowej zmienności i kryzysach zdrowotnych, zamieniając punkty podatności w szerszą destabilizację. Plotka bankowa z 2023 roku nie była groźna dlatego, że była fałszywa, tylko była groźna dlatego, że trafiła w system o kruchej płynności, rozpędzona przez architekturę mediów społecznościowych, i uruchomiła pętlę, w której każda reakcja pogłębiała problem. Ten sam wzorzec autorka odnajduje w powyborczej przemocy w Dżakarcie w 2019 roku i w wydarzeniach waszyngtońskich.
Tło czyni diagnozę pilną. Zaufanie do instytucji spada globalnie, regulacje platform są nierówne, od europejskiego Aktu o Usługach Cyfrowych po systemy oparte na cenzurze, a treści generowane przez AI krążą masowo i tanio. System informacyjny wchodzi więc w epokę narastającej kruchości dokładnie wtedy, gdy koszt jego zatruwania spada.
II. Kaskada birmańska i pożary, których nie było
Najmocniejszym materiałem dowodowym komentarza jest rozpisana krok po kroku kaskada z Mjanmy, trwająca od 2016 roku.
Pierwsze ogniwo to fałszywe narracje i mowa nienawiści krążące na Facebooku, które pomogły uzasadnić ataki na mniejszość Rohingjów, co udokumentowała Amnesty International. Drugie ogniwo to zablokowanie przez platformę kont wojskowych. Trzecie ogniwo to odpowiedź junty, która wprowadziła blokady internetu i restrykcje wobec mediów społecznościowych, odcinając cywilów od podstawowego narzędzia komunikacji, podczas gdy sama nadal używała platformy do propagandy. Czwarte ogniwo to fakt, że blokady stały się trwałym elementem krajobrazu, z ponad 130 wyłączeniami w samym 2024 roku.
Sekwencja niesie wniosek, który wykracza daleko poza Mjanmę. Odpowiedzi na kryzysy dezinformacyjne same mogą stawać się katalizatorami systemowej podatności. Interwencja, oceniana punktowo jako słuszna, w układzie powiązań uruchamia kolejne ogniwo kaskady. Kto zarządza ryzykiem systemowym, musi liczyć skutki własnych ruchów tak samo skrupulatnie jak ruchy przeciwnika.
Drugi zestaw przykładów dotyczy katastrof naturalnych. Podczas huraganów Harvey i Irma wirusowe plotki o zasadach przyjmowania do schronisk i rzekomej obowiązkowej kontroli dokumentów zniechęcały najsłabsze grupy do szukania bezpieczeństwa, a służby musiały przekierowywać zasoby z ratownictwa na prostowanie fałszu. Podczas australijskiego Czarnego Lata skoordynowane narracje pod hasztagiem #ArsonEmergency wyolbrzymiały rolę podpaleń, odwracając uwagę od klimatycznych przyczyn pożarów i osłabiając poparcie dla działań zapobiegawczych. Dezinformacja nie tworzy huraganu ani pożaru, ale zamienia zagrożenie naturalne w kryzys systemowy, dokładając awarię warstwy informacyjnej do awarii fizycznej.
III. Awaria zaprojektowana
Żeby wyjaśnić, dlaczego kaskady się powtarzają, Jalli schodzi poziom niżej, do infrastruktury.
Perspektywa socjotechniczna, którą przywołuje, mówi rzecz niewygodną dla platform. Dezinformacja nie jest anomalią systemu, tylko jego przewidywalną cechą. Systemy rekomendacyjne optymalizowane pod zaangażowanie wzmacniają treści naładowane emocjonalnie, a modele zarabiania nagradzają treści, które dzielą i zatrzymują użytkownika. Badania nad platformami od lat pokazują, że fałsz rozchodzi się w takich architekturach szybciej niż prawda. Awaria jest więc wbudowana w projekt.
Na tę konstrukcję nakłada się warstwa syntetyczna. Deepfake’i podważają zaufanie dowodowe, na którym opierają się sądy, redakcje i instytucje demokratyczne. Komentarz przywołuje dwa świeże przypadki. W tajwańskich wyborach prezydenckich 2024 roku sfabrykowane nagranie audio wkładało w usta jednego z polityków oskarżenie Lai Ching-te o defraudację, a ta sama kampania używała pociętych i przerobionych nagrań wideo do zniekształcania wypowiedzi. W maju 2025 roku FBI ostrzegło, że generowane przez AI wiadomości głosowe podszywają się pod wysokich urzędników USA w próbach wyłudzania danych dostępowych. Media syntetyczne przestają więc być ciekawostką i wrastają w infrastrukturę politycznej destabilizacji, przenosząc spór z poziomu „co jest prawdą” na poziom „czy prawdę da się jeszcze udowodnić”.
IV. Granice edukacji i przełomowa teza o wierze
Najbardziej wywrotowa część komentarza dotyczy najpopularniejszego remedium, czyli edukacji medialnej.
Jalli nie odrzuca jej, ale precyzyjnie wyznacza granice. Większość interwencji opiera się na modelu deficytu, zakładającym, że ludzie ulegają fałszowi z niewiedzy. Badania pokazują tymczasem, że wiarę w fałsz napędzają tożsamość, emocje i poczucie przynależności. Ludzie podają dalej treści nie dlatego, że zostali zmyleni, tylko dlatego, że te treści brzmią jak własne, wzmacniają lojalność i sygnalizują przynależność polityczną. Żadne sprostowanie nie konkuruje z takim rezonansem. Wniosek ten koresponduje z badaniem dziennikowym z australijskiej kampanii, opublikowanym w tym samym piśmie, w którym połowa rozpoznań dezinformacji opierała się na filtrach tożsamościowych, a nie na weryfikacji.
Prawdziwie przełomowa jest jednak kolejna teza. Ryzyko systemowe nie wymaga, żeby ktokolwiek uwierzył. Kaskada może ruszyć kilkoma drogami naraz. Masowe krążenie fałszu, niezależnie od wiary odbiorców, degraduje jakość całego obiegu i podnosi koszt odróżniania prawdy. Wystarczy wiara wąskiej grupy kluczowych aktorów, decydentów, dziennikarzy albo urzędników odpowiedzialnych za zdrowie publiczne, żeby uruchomić awarię instytucjonalną, a zasoby przekierowane na prostowanie i kontrkomunikację osłabiają zdolność instytucji do wykonywania właściwych zadań. Nawet ironiczne udostępnienie fałszywki, z komentarzem i bez wiary, przyspiesza dystrybucję i nasyca sieć.
Z tej diagnozy wynika program pozytywny. Skoro platformy współkształtują procesy demokratyczne, zdrowie publiczne i stabilność geopolityczną, należy je traktować jak infrastrukturę krytyczną, nie jak neutralne rury. Operacyjnie oznacza to przeniesienie do świata informacji narzędzi znanych z nadzoru bankowego, czyli testów warunków skrajnych, w których symuluje się, jak fałszywa narracja o wyborach albo zdrowiu rozejdzie się przez systemy rekomendacyjne, gdzie leżą punkty wzmocnienia i czy platforma umie je wygasić. Akt o Usługach Cyfrowych, z corocznymi ocenami ryzyk systemowych i niezależnymi audytami dla największych platform, jest pierwszym prototypem takiego reżimu, ale poza Unią porównywalne obowiązki niemal nie istnieją, a platformy działają ponad granicami. Integralność informacji, konkluduje Jalli, powinna być więc traktowana jako dobro publiczne, nie jako indywidualna odpowiedzialność użytkownika.
V. Pięć obserwacji na koniec
Pierwsza obserwacja jest taka, że zmiana metafory zmienia zestaw narzędzi. Dopóki dezinformacja jest „kłamstwem”, właściwą figurą odpowiedzi jest prokurator szukający kłamcy i cenzor usuwający treść. Gdy staje się ryzykiem systemowym, figurą odpowiedzi jest nadzór ostrożnościowy, czyli audyty, testy warunków skrajnych, odpowiedniki wymogów kapitałowych i raportowanie ekspozycji. To przesunięcie ma konsekwencje praktyczne dla każdego, kto pracuje w tej dziedzinie, bo kompetencje przyszłości leżą bliżej zarządzania ryzykiem niż moderacji treści.
Druga obserwacja mówi o tym, że teza, iż dezinformacja szkodzi bez wiary odbiorców, jest najważniejszym pojedynczym zdaniem komentarza i powinna zmienić praktykę pomiaru. Mierzenie samych przekonań, sondażami i testami rozpoznawania fałszu, chwyta tylko jedną ścieżkę szkody. Równie ważne są miary obciążenia systemu, czyli nasycenie sieci fałszem, koszt weryfikacji i odsetek zasobów instytucji przekierowany na prostowanie. Dezinformacja może przegrywać każdą pojedynczą debatę i równocześnie wygrywać wojnę na wyczerpanie.
Trzecia obserwacja jest taka, że lekcja birmańska zasługuje na status zasady. Interwencja przeciw dezinformacji jest ruchem w systemie i sama podlega logice kaskady. Blokada konta, wyłączenie sieci, ustawa i kampania edukacyjna mają skutki drugiego i trzeciego rzędu, które bywają groźniejsze od problemu wyjściowego. Poważne zarządzanie ryzykiem informacyjnym wymaga więc czegoś na kształt oceny skutków kaskadowych przed każdą dużą interwencją, tak jak regulacje finansowe wymagają oceny skutków dla stabilności.
Czwarta obserwacja dotyczy tego, że komentarz Jalli i australijskie badanie dziennikowe z tego samego pisma domykają wspólnie pewien rozdział. Strategie oparte na jednostce zawodzą z obu stron naraz. Jednostka słabo rozpoznaje fałsz, bo rozpoznaje go tożsamością, a nawet gdyby rozpoznawała świetnie, systemowa szkoda i tak powstaje bez jej wiary. Dekada inwestowania nadziei w czujnego obywatela dobiega więc końca nie dlatego, że obywatel zawiódł, tylko dlatego, że problem nigdy nie leżał na jego poziomie.
Piąta obserwacja jest zarazem najbardziej fundamentalna. Analogia finansowa niesie obietnicę i ostrzeżenie. Obietnica brzmi, że nadzór ostrożnościowy nad gospodarką uwagi jest możliwy, a Akt o Usługach Cyfrowych już testuje jego pierwsze instrumenty. Ostrzeżenie brzmi, że nadzór finansowy powstawał przez stulecie, od paniki do paniki, i do dziś nie zapobiega wszystkim kryzysom. Informacyjny odpowiednik Bazylei, ze standardami testów skrajnych, wspólnymi definicjami ekspozycji i międzynarodową koordynacją, dopiero się rodzi. Kto pierwszy zoperacjonalizuje informacyjny test warunków skrajnych, w regulacji albo w usłudze komercyjnej, ten wyznaczy standard, według którego przez następną dekadę będzie mierzona odporność platform, instytucji i państw.
Źródło – Harvard Kennedy School Misinformation Review, Nuurrianti Jalli, Oklahoma State University, Amnesty International, Freedom House, Human Rights Watch, Reuters, FBI, Akt o Usługach Cyfrowych UE | Res Futura | resfutura.pl