Ponad 290 stron oznaczonych więcej niż 10 razy za fałszywe treści. 51 z historią monetyzacji. 84% ukaranych odzyskuje dostęp do zarabiania. Badanie z Bośni pokazuje, że Facebook płaci dezinformatorom nawet po tym, jak sam ich ukarze.
16 czerwca 2026 roku Euronews Next opublikował materiał autorstwa Anny Desmarais na temat nowego badania monetyzacji dezinformacji na Facebooku. Badanie przygotowały wspólnie What to Fix, organizacja pozarządowa zajmująca się polityką technologiczną, i Raskrinkavanje, bośniacka organizacja weryfikująca fakty, od 2020 roku partner Mety w programie zewnętrznej weryfikacji treści.
Przedmiotem analizy jest ponad 290 bośniackich stron na Facebooku, które partner Mety oznaczył więcej niż 10 razy za rozpowszechnianie fałszywych treści. Wynik podstawowy pokazuje, że 51 z tych stron było w przeszłości zapisanych do co najmniej jednego programu monetyzacji Facebooka. Jedna trzecia z nich zarejestrowała się w więcej niż jednym kanale zarabiania, zanim Meta w 2024 roku połączyła wszystkie strumienie przychodów w jeden program dostępny wyłącznie na zaproszenie. Kolejnych 9 stron Meta sama zaprosiła do tego programu, w którym wypłaty zależą od wyników treści.
Najbardziej wymowna jest jednak statystyka recydywy. Część badanych kont została w końcu zdemonetyzowana albo zawieszona za łamanie zasad platformy, a 84% z nich odzyskało potem dostęp do monetyzacji. Ponad połowa ukaranych wróciła do zarabiania w ciągu miesiąca, a w skrajnych przypadkach zawieszenie trwało 2 dni.
Autorzy formułują wniosek ostrożnie, ale jednoznacznie. Ustalenia podają w wątpliwość, czy Meta jest w stanie dotrzymać własnej deklaracji o odcinaniu od pieniędzy notorycznych dezinformatorów. Kara istnieje na papierze, a w praktyce jest krótką przerwą w wypłatach.
I. Anatomia badania. Co dokładnie policzono
Metoda badania zasługuje na omówienie, bo pokazuje zarówno siłę, jak i granice zewnętrznej kontroli nad platformą.
Punktem wyjścia było wewnętrzne archiwum weryfikacji Raskrinkavanje, gromadzone od lat w ramach partnerstwa z Metą. Organizacja wybrała strony oznaczone więcej niż 10 razy za fałszywe treści, czyli grupę, wobec której nie ma wątpliwości interpretacyjnych. Zasady Mety definiują fałszywą treść jako pozbawioną oparcia w faktach. Do tej kategorii należą zmyślone cytaty, teorie spiskowe, materiały sfabrykowane i materiały autentyczne używane jako rzekomy dowód zdarzeń, z którymi nie mają związku. Te same zasady wykluczają takie treści z monetyzacji. Badana grupa łamała więc reguły platformy wielokrotnie i w sposób udokumentowany przez jej własnego partnera.
Drugim źródłem była prowadzona na bieżąco baza ujawnionych informacji, z której badacze odczytywali, kiedy konkretne strony uczestniczyły w programach monetyzacji. Tu zarazem leży główna słabość badania, którą autorzy uczciwie zaznaczają. Meta nie udostępnia danych o monetyzacji kont, więc badacze nie wiedzą, ile pieniędzy wypłacono, komu dokładnie i za co. Widzą jedynie ślady uczestnictwa w programach. Rzeczywista skala zjawiska może być więc większa. Możliwe też, że na innych rynkach, we współpracy z innymi weryfikatorami, Meta działała skuteczniej. Badanie tego nie rozstrzyga.
Ta asymetria informacyjna jest sama w sobie ustaleniem badawczym. Jedyny podmiot, który zna pełną odpowiedź na pytanie, ile Facebook płaci dezinformatorom, to Facebook. Zewnętrzni badacze mogą tę odpowiedź tylko rekonstruować z fragmentów.
II. Recydywa się opłaca. Mechanika kary bez kary
Trzy liczby z badania układają się w spójny obraz systemu sankcji, który nie sankcjonuje.
Pierwsza liczba mówi, że 84% ukaranych kont odzyskało dostęp do monetyzacji. Demonetyzacja, przedstawiana przez platformy jako najpoważniejsza broń przeciwko dezinformacji zarobkowej, okazuje się w praktyce odwracalna niemal dla każdego.
Druga liczba pokazuje, że ponad 50% wróciło do zarabiania w ciągu miesiąca, a najkrótsze zawieszenie trwało 2 dni. Dla strony, która produkuje fałszywe treści przemysłowo, taka przerwa jest kosztem operacyjnym, nie karą. Wystarczy ją wkalkulować w model biznesowy.
Trzecia liczba dotyczy tego, że 9 stron z grupy wielokrotnych recydywistów Meta sama zaprosiła do nowego, zamkniętego programu monetyzacji. Ten szczegół jest dla firmy najbardziej kłopotliwy. Program dostępny wyłącznie na zaproszenie miał być w założeniu sitem jakościowym. Skoro przez sito przechodzą strony oznaczone kilkanaście razy przez własnego partnera weryfikacyjnego Mety, to znaczy, że system zaproszeń nie sprawdza historii naruszeń albo sprawdza ją i ignoruje.
Raport wskazuje przy tym lukę proceduralną, która to wszystko umożliwia. Meta nie precyzuje, jakie progi stosuje wobec recydywistów, czyli ile oznaczeń uruchamia restrykcje, jak długo trwają i co decyduje o ich zdjęciu. Bez publicznych progów każda kara jest uznaniowa, a każdego powrotu do zarabiania nie da się zakwestionować z zewnątrz.
Kontekst czasowy pogłębia problem. Po wyborach amerykańskich z 2016 roku Meta zbudowała globalną sieć zewnętrznych weryfikatorów. Od 2025 roku zaczęła ją jednak zwijać, w części rynków zastępując weryfikację mechanizmem Community Notes, w którym to użytkownicy dopisują konteksty do potencjalnie mylących wpisów. Bośniackie badanie pokazuje stan egzekwowania zasad jeszcze w modelu z profesjonalnymi weryfikatorami. Jeśli system nie działał z nimi, trudno oczekiwać, że zadziała bez nich.
III. Bośnia jako laboratorium. Kłamstwo z modelem biznesowym
Wybór Bośni i Hercegowiny na teren badania nie jest przypadkowy. Ten kraj od lat jest jednym z najbardziej wyrazistych laboratoriów dezinformacji zarobkowej w Europie.
W państwie liczącym 3,5 miliona mieszkańców działają tysiące anonimowych portali, czyli stron bez ujawnionego właściciela, redakcji i danych kontaktowych. W odróżnieniu od sąsiednich krajów, gdzie dominują boty i trolle, bośniacki ekosystem dezinformacji opiera się właśnie na takich portalach i ich stronach na Facebooku. Produkują one wszystko, co generuje kliknięcia, od fałszywych nekrologów żyjących celebrytów przez zmyślone skandale po teorie spiskowe i treści zdrowotne bez oparcia w wiedzy medycznej.
Warstwa polityczna jest równie rozwinięta. Raport SEE Check o stanie dezinformacji w Bośni w 2025 roku, przygotowany przez Raskrinkavanje, dokumentuje dominację narracji etnonacjonalistycznych. Chodzi o rewizjonizm historyczny wokół wojen lat 90., w tym ludobójstwa w Srebrenicy, narracje o rzekomo nadchodzącym nowym konflikcie zbrojnym, kampanie towarzyszące procesowi Milorada Dodika i ataki na Wysokiego Przedstawiciela. W kraju o świeżej pamięci wojny takie treści nie są zwykłym szumem informacyjnym, tylko paliwem realnych napięć.
Badanie What to Fix i Raskrinkavanje dokłada do tego obrazu wymiar finansowy. Część tego ekosystemu nie tylko działa bezkarnie, ale działa na koszt platformy, która formalnie z nim walczy. Facebook, oznaczając treści jako fałszywe i jednocześnie wypłacając ich producentom pieniądze z programów monetyzacji, finansuje więc zjawisko, które deklaratywnie zwalcza.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego przypadek bośniacki ma znaczenie ponadlokalne. Języki o ograniczonym zasięgu i małe rynki od lat dostają ułamek zasobów moderacyjnych wielkich platform. Według wcześniejszych analiz organizacji Article 19 zdecydowana większość wydatków Mety na walkę z dezinformacją przypadała na treści anglojęzyczne, choć użytkownicy posługujący się angielskim stanowią mniejszość platformy. To, co badacze udokumentowali w Bośni, jest więc prawdopodobnie reprezentatywne dla dziesiątek podobnych rynków, na których nikt takiego badania nie przeprowadził.
IV. Monetyzacja jako osobny problem regulacyjny
Badanie bośniackie wpisuje się w szerszą tezę, którą What to Fix rozwija od kilku lat. Debata o odpowiedzialności platform koncentruje się na moderacji treści, czyli na tym, co wolno publikować. Tymczasem równie ważnym i znacznie słabiej nadzorowanym obszarem jest to, komu platforma płaci.
Skala tego obszaru rośnie szybko. Według danych What to Fix Meta miała w 2024 roku ponad 3,1 miliona kont twórców uczestniczących w programach monetyzacji, o 55% więcej niż rok wcześniej. Starsze szacunki NewsGuard i Comscore mówiły o 2,6 miliarda dolarów rocznie, które strony dezinformacyjne czerpią z reklamy cyfrowej. Platformy stały się więc instytucjami realizującymi miliony wypłat miesięcznie, ale bez przejrzystości, jakiej prawo wymaga od każdej instytucji finansowej.
Konsekwencje wykraczają poza Bośnię. W maju 2026 roku inne badanie, opisane przez Euronews, wykazało, że konta osób objętych sankcjami Unii Europejskiej za udział w prorosyjskich operacjach wpływu w Afryce nadal miały dostęp do narzędzi monetyzacji na Facebooku, Instagramie, TikToku, YouTube i X. Victoire Rio, dyrektorka wykonawcza What to Fix, nazwała wtedy programy bezpośredniej monetyzacji „systemowym czynnikiem ryzyka”. Podczas tegorocznej wojny Stanów Zjednoczonych i Izraela z Iranem falę fałszywych, generowanych przez AI nagrań z frontu napędzały wprost programy podziału przychodów, a szef produktu X przyznał, że zdecydowana większość kont rozsiewających takie nagrania próbowała po prostu zarobić na zaangażowaniu.
Wspólnym mianownikiem wszystkich tych przypadków jest to, że monetyzacja oparta na zaangażowaniu nagradza treści emocjonalne i wirusowe niezależnie od ich prawdziwości. Dopóki wypłata zależy od zasięgu, a zasięg od emocji, dezinformacja pozostaje racjonalną strategią zarobkową.
Autorzy bośniackiego badania kierują dlatego konkretny postulat do Brukseli. Unia Europejska powinna zbadać, czy Meta wywiązuje się z obowiązków wynikających z Aktu o Usługach Cyfrowych i z Kodeksu postępowania w zakresie dezinformacji, który zawiera zobowiązanie do demonetyzacji dezinformacji. Artykuł 34 Aktu wymaga od największych platform oceny ryzyk systemowych generowanych przez ich usługi. Trudno o lepszy materiał dowodowy do takiej oceny niż udokumentowany przypadek, w którym system wypłat platformy finansuje wielokrotnych, potwierdzonych przez jej własnego partnera recydywistów.
V. Pięć obserwacji na koniec
Pierwsza obserwacja jest taka, że badanie z Bośni przenosi ciężar dowodu. Dotychczas platformy mogły odpowiadać na krytykę deklaracjami i regulaminami. Teraz istnieje udokumentowany przypadek, w którym zasadę demonetyzacji recydywistów sprawdzono empirycznie na konkretnym rynku, a test wypadł negatywnie. 84% powrotów do zarabiania to nie luka, tylko norma systemowa.
Druga obserwacja mówi o tym, że zamknięty, dostępny na zaproszenie program monetyzacji nie rozwiązał problemu, który miał rozwiązać. Zaproszenie 9 wielokrotnych recydywistów pokazuje, że selekcja nie uwzględnia historii naruszeń w programie weryfikacji faktów. Jest to wniosek operacyjny dla każdego regulatora i badacza. Sam format programu, otwarty albo zamknięty, nie mówi nic o jakości selekcji, ponieważ liczy się to, na jakich danych opiera się decyzja o zaproszeniu.
Trzecia obserwacja dotyczy tego, że brak publicznych progów recydywy jest luką, którą można zamknąć regulacyjnie. Prawo europejskie wymaga od platform przejrzystości moderacji treści. Analogiczna przejrzystość zasad monetyzacji, czyli ile naruszeń uruchamia restrykcje, jak długo trwają i co decyduje o przywróceniu wypłat, jest naturalnym kolejnym krokiem. Bez niej zewnętrzna kontrola opiera się na rekonstrukcjach z fragmentarycznych danych, tak jak w badaniu bośniackim.
Czwarta obserwacja jest taka, że małe rynki językowe są miarą rzeczywistej jakości systemów platform. To, jak Meta egzekwuje własne zasady w Bośni, mówi o kondycji całego systemu więcej niż praktyka w Stanach Zjednoczonych, gdzie presja mediów, polityków i reklamodawców jest największa. Organizacje weryfikacyjne z mniejszych krajów, takie jak Raskrinkavanje, pełnią funkcję, której nikt inny nie pełni. Są jedynym zewnętrznym audytem na rynkach, których platformy same nie sprawdzają.
Piąta obserwacja jest zarazem najbardziej fundamentalna. Pieniądze są słabiej moderowane niż treści. Przez dekadę debata publiczna, regulacje i raporty przejrzystości koncentrowały się na tym, co platformy usuwają, oznaczają i ograniczają. System wypłat rozwijał się w tym czasie bez porównywalnego nadzoru, choć to on tworzy ekonomiczną podstawę zawodowej dezinformacji. Bośniackie badanie, majowe ustalenia o sankcjonowanych influencerach i fala zarobkowych fałszywek z wojny z Iranem układają się w jeden wniosek. Kolejnym polem sporu między regulatorami a platformami nie będzie moderacja treści, tylko moderacja przelewów.
Meta nie odpowiedziała na pytania Euronews przed publikacją. To milczenie jest zrozumiałe z biznesowego punktu widzenia i coraz trudniejsze do utrzymania z regulacyjnego. Kodeks postępowania w zakresie dezinformacji, do którego firma przystąpiła, zawiera zobowiązanie sformułowane w dwóch słowach, „demonetise disinformation”. Badanie z Bośni pokazuje odległość między tym zobowiązaniem a praktyką. Zawieszenie trwające 2 dni tej odległości nie skraca.
Źródło – Euronews Next, Anna Desmarais, What to Fix, Victoire Rio, Raskrinkavanje, SEE Check, Article 19, NewsGuard, Comscore, Meta, Akt o Usługach Cyfrowych UE, Kodeks postępowania w zakresie dezinformacji | Res Futura | resfutura.pl