Instagram testuje kontrolę nad algorytmem, ale bez feedu chronologicznego

Algorytm ma być „czymś, z czym się rozmawia, a nie czymś, co się człowiekowi przydarza”. Instagram testuje 4 nowe wejścia do panelu Your Algorithm, a użytkownicy pod ogłoszeniem proszą o jedno: chronologiczny feed obserwowanych kont, którego nie dostaną

Pod koniec czerwca 2026 roku Adam Mosseri, szef Instagrama, opublikował zapowiedź, którą przez kolejne dni omawiały media technologiczne i branżowe. Platforma testuje nowe sposoby dotarcia do panelu Your Algorithm, narzędzia pozwalającego użytkownikom oglądać i edytować listę zainteresowań, na podstawie których system rekomendacji buduje ich feed.

Your Algorithm zadebiutował w grudniu 2025 roku, początkowo tylko dla Reels i tylko w USA, a dziś obejmuje feed, Reels i zakładkę Eksploruj. Użytkownik może w nim zobaczyć, jakie tematy system mu przypisał na podstawie zachowania, dodać nowe, usunąć niechciane, a nawet całkowicie zresetować rekomendacje. Problem w tym, że narzędzie ukryte w ustawieniach pozostaje narzędziem, którego większość z ponad 2,1 miliarda użytkowników platformy nigdy nie zobaczy.

Właśnie na ten problem odpowiadają nowe testy. Mosseri pokazał 4 pomysły. Pociągnięcie głównego feedu w dół, gestem znanym z odświeżania, miałoby otwierać panel Your Algorithm. Przesunięcie palcem w górę z poziomu Reels wywoływałoby ten sam panel bez opuszczania wideo. Pod rekomendowanymi Reels pojawiłyby się przyciski pozwalające jednym dotknięciem zasygnalizować, czy użytkownik chce więcej, czy mniej podobnych treści. Czwarty pomysł idzie najdalej, ponieważ konwersacyjne podpowiedzi pozwalałyby użytkownikowi wpisać naturalnym językiem, co chce oglądać, a system proponowałby tematy do dodania.

Mosseri ujął cel w zdaniu, które zasługuje na zapamiętanie. Algorytm ma być „czymś, z czym się rozmawia, a nie czymś, co się człowiekowi przydarza”. Uczciwie zastrzegł też, że część pomysłów jest w testach, część pojawi się wkrótce, a część może nie zadziałać wcale.

Pod jego wpisem wydarzyło się jednak coś, co mówi o całej sprawie więcej niż sam wpis. Najwyżej oceniane komentarze były wariacjami jednej prośby. Użytkownicy chcą feedu pokazującego posty ludzi, których obserwują, w kolejności chronologicznej, czyli dokładnie tego, czego żaden z 4 testowanych pomysłów nie oferuje.

I. Kontrola, której nie będzie

Rozziew między tym, co platforma testuje, a tym, o co proszą użytkownicy, nie jest niedopatrzeniem, tylko jest konstrukcją.

Pełny chronologiczny feed wyłącznie z obserwowanych kont istniał na Instagramie do 2016 roku i jego przywrócenie jest od dekady najczęściej powtarzanym postulatem użytkowników. Meta go nie przywraca z powodu, którego nie ukrywa żaden analityk rynku. Feedy algorytmiczne generują konsekwentnie więcej zaangażowania niż chronologiczne, a zaangażowanie to czas w aplikacji, czyli powierzchnia reklamowa. Firma nie ma więc biznesowego powodu, żeby oferować użytkownikom tryb, w którym oglądają mniej.

Tam, gdzie chronologia się pojawiła, pojawiła się pod przymusem. Unijny Akt o Usługach Cyfrowych wymógł na Mecie opcje niealgorytmiczne w częściach Instagrama, w tym w Stories i Reels, dla użytkowników europejskich. To pokazuje realną hierarchię bodźców. Dekada próśb użytkowników nie przyniosła tego, co przyniósł jeden akt prawny, i to tylko w zakresie, w jakim akt tego zażądał.

Nowe testy oferują więc kontrolę wewnątrz paradygmatu algorytmicznego, nigdy nad samym paradygmatem. Użytkownik może regulować, które tematy algorytm mu podsuwa. Nie może natomiast zdecydować, że nie chce być obsługiwany przez algorytm. To różnica między wyborem potraw z menu a wpływem na to, kto prowadzi kuchnię.

II. Paradoks adopcji. Głośny popyt, ciche użycie

Na obronę platformy przemawia za to zjawisko dobrze udokumentowane w historii podobnych narzędzi. Ludzie głośno domagają się kontroli, a potem z niej nie korzystają.

Ustawienia tematyczne dla Reels były jedną z najczęściej zgłaszanych próśb, a po wdrożeniu ich rzeczywiste użycie pozostało niskie. Ten wzorzec powtarza się na każdej platformie i przy każdej kategorii ustawień, od prywatności po preferencje treści. Przyczyna jest częściowo strukturalna, ponieważ narzędzia ukryte w ustawieniach wymagają wysiłku, którego użytkownik w trakcie przeglądania nie chce ponosić. Jest też częściowo kulturowa, bo TikTok wytrenował miliard ludzi w oczekiwaniu, że system sam odgadnie ich gusta z samego zachowania, bez żadnej deklaracji. Użytkownik nauczony, że wystarczy scrollować, nie będzie wypełniał ankiet na temat swoich zainteresowań.

Testowane gesty, pociągnięcie w dół, przesunięcie w górę, przycisk pod filmem, są racjonalną odpowiedzią na ten paradoks. Przenoszą narzędzie z ustawień w sam nurt przeglądania, do momentu, w którym irytacja niechcianym materiałem jest świeża. Jeśli cokolwiek może podnieść użycie takich narzędzi, to właśnie likwidacja tarcia. W tym sensie testy są projektowo sensowne i warto to odnotować, zanim przejdziemy do pytania, komu ta konstrukcja służy naprawdę.

III. Nie upodmiotowienie, tylko przeniesienie odpowiedzialności

Najciekawszą ramę interpretacyjną dla całej inicjatywy sformułował w grudniu, przy premierze Your Algorithm, Nii Ahene, założyciel branżowego Net Influencer. Jego teza mówi, że w funkcji przejrzystości nie chodzi o upodmiotowienie użytkowników, tylko o zrzucenie odpowiedzialności.

Logika jest następująca. Gdy użytkownik jawnie zadeklaruje swoje zainteresowania, platforma zyskuje osłonę na wypadek przyszłych kontrowersji wokół rekomendacji i baniek informacyjnych. Feed przestaje być czymś, co algorytm zrobił człowiekowi, a staje się czymś, co człowiek sam sobie skonfigurował. Każda przyszła pretensja, od rodzica po regulatora, natrafi więc na odpowiedź, że przecież użytkownik miał kontrolę.

Konwersacyjne podpowiedzi dodają do tej konstrukcji jeszcze jedną warstwę. Użytkownik, który wpisuje własnymi słowami, co chce oglądać, dostarcza platformie deklaratywne dane o preferencjach w jakości, jakiej żadne śledzenie zachowania nie zapewni. To, co Mosseri opisuje jako rozmowę z algorytmem, jest z perspektywy danych dobrowolnym, ciągłym profilowaniem w języku naturalnym. Nie trzeba zakładać złej woli, żeby zauważyć, że interes użytkownika i interes platformy są tu podejrzanie zbieżne dokładnie do momentu, w którym przestają być.

Ahene wskazuje przy tym trend szerszy niż jeden produkt. Instagram, TikTok i YouTube równolegle przechodzą na jawne modelowanie zainteresowań, czyli uzupełnianie sygnałów behawioralnych o deklaracje. To zmienia zasady gry nie tylko dla użytkowników.

IV. Co to znaczy dla rynku. Dystrybucja przez deklarację

Dla twórców, marek i zespołów analizujących media społecznościowe przejście na jawne modelowanie zainteresowań ma konsekwencje praktyczne, które warto rozpisać, zanim staną się oczywiste.

Po pierwsze, zmienia się przedmiot konkurencji. W modelu czysto behawioralnym treść konkurowała o zatrzymanie kciuka. W modelu z deklaracjami konkuruje też o miejsce w tematach, które użytkownicy świadomie dodają do swoich list. Kategoria tematyczna staje się więc półką sklepową. Twórca, którego materiał system klasyfikuje do tematu chętnie dodawanego, dostaje dystrybucję, o jaką w modelu behawioralnym musiałby walczyć każdym filmem z osobna.

Po drugie, zmienia się interpretacja zasięgów. Wzrost albo spadek dotarcia przestaje być wyłącznie funkcją jakości treści i kaprysów algorytmu, a staje się też funkcją tego, ile osób ma dany temat na liście. Zespoły monitorujące media społecznościowe, w tym analitycy pracujący na danych takich jak nasze, będą musiały nauczyć się odróżniać zmiany wynikające z treści od zmian wynikających z przesunięć w deklarowanych zainteresowaniach.

Po trzecie, otwiera się nowy front manipulacji. Skoro deklarowane tematy współdecydują o dystrybucji, pojawi się pokusa masowego, skoordynowanego deklarowania zainteresowań w celu wywindowania określonych treści, przez farmy kont i zorganizowane kampanie. Platforma, która uczyni deklaracje ważnym sygnałem, będzie musiała bronić ich autentyczności tak samo, jak dziś broni autentyczności polubień. Historia uczy, że będzie to robić z opóźnieniem.

V. Pięć obserwacji na koniec

Pierwsza obserwacja jest taka, że testy Instagrama to najlepszy obecnie przykład różnicy między kontrolą nad ustawieniami a kontrolą nad architekturą. Użytkownik dostaje coraz wygodniejsze pokrętła wewnątrz systemu, którego celu, maksymalizacji czasu w aplikacji, żadne pokrętło nie zmienia. Debata publiczna i regulacyjna powinna pilnować tego rozróżnienia, bo platformy będą konsekwentnie oferować tę pierwszą jako odpowiedź na żądania tej drugiej.

Druga obserwacja mówi o tym, że chronologiczny feed w Europie istnieje tam, gdzie wymusił go Akt o Usługach Cyfrowych, i nigdzie indziej. To empiryczny dowód, że w sporze o architekturę platform działa prawo, a nie prośby. Wniosek dla regulatorów jest prosty. To, co ma być realną opcją dla użytkownika, musi być zapisane jako obowiązek, bo dobrowolnie powstaną wyłącznie opcje niezagrażające zaangażowaniu.

Trzecia obserwacja jest taka, że rama zrzucania odpowiedzialności zasługuje na miejsce w słowniku każdego analityka platform. Narzędzia przejrzystości pełnią podwójną funkcję, ponieważ informują użytkownika i budują platformie linię obrony. Obie funkcje są prawdziwe jednocześnie, i każdą zapowiedź nowych kontroli warto czytać z pytaniem, której z nich firma potrzebowała bardziej w danym momencie regulacyjnym.

Czwarta obserwacja dotyczy tego, że konwersacyjny interfejs do algorytmu to przedsionek zjawiska większego niż Instagram. Platformy będą coraz częściej pozyskiwać preferencje w języku naturalnym, bo deklaracja jest tańsza i precyzyjniejsza niż wnioskowanie z zachowania. Zbiory dobrowolnie opisanych własnymi słowami zainteresowań miliardów ludzi staną się więc jednym z najcenniejszych i najwrażliwszych zasobów danych na świecie. Ramy prawne traktujące profilowanie jako coś, co dzieje się bez wiedzy użytkownika, nie obejmują świata, w którym użytkownik profiluje się sam, na ochotnika, w rozmowie.

Piąta obserwacja jest zarazem najbardziej fundamentalna. Holenderski RIVM sklasyfikował tydzień temu algorytmy optymalizujące zaangażowanie jako współźródło jednego z trzech największych zagrożeń zdrowia publicznego. Odpowiedź branży, której najnowszą odsłoną są testy Instagrama, konsekwentnie omija sedno tej diagnozy. Wszystkie 4 testowane pomysły zmieniają to, co algorytm rekomenduje, ale żaden nie zmienia tego, po co rekomenduje. Dopóki funkcją celu pozostaje czas w aplikacji, dopóty kontrole użytkownika będą coraz wygodniejszym sterowaniem w pojeździe, którego kierunku pasażer nie wybiera. Rozmowa z algorytmem, którą obiecuje Mosseri, będzie prawdziwą rozmową dopiero wtedy, gdy będzie w niej można powiedzieć „nie”.

Źródła – ALM Corp, Emilio Fuentes, Adam Mosseri, Instagram, Meta, Social Media Today, TechCrunch, Net Influencer, Nii Ahene, Softonic, Akt o Usługach Cyfrowych UE | Res Futura | resfutura.pl

Total
0
Share