Lauren, kierowca ciężarówki, pyta chatbota, na kogo zagłosować? ChatGPT mówi Partia Pracy. Grok mówi Reform UK.

Reportaż BBC Wales opublikowany w przeddzień wyborów do Senedd ujawnia coś, czego brytyjska polityka jeszcze nie nauczyła się czytać. Chatboty wprowadzają wyborców w błąd, podają nieistniejących kandydatów i wskazują martwych polityków jako żywych. Trzynaście procent uprawnionych do głosowania w Wielkiej Brytanii już używa konwersacyjnej AI do podejmowania decyzji wyborczych. Holenderski regulator ochrony danych właśnie wydał ostrzeżenie. Polska, kraj wyborów co dwa lata, powinna patrzeć i się uczyć.

Siódmego maja 2026 roku Walia wybiera siódmy w swojej historii Senedd. Wybory są historyczne z trzech powodów. Po pierwsze, parlament walijski zwiększa się z sześćdziesięciu do dziewięćdziesięciu sześciu członków. Po drugie, system głosowania zmienia się z mieszanego na zamkniętą listę proporcjonalną w szesnastu nowych okręgach. Po trzecie, według sondaży po raz pierwszy od dwudziestu pięciu lat istnieje realna szansa, że Labour nie będzie największą partią w izbie. Plaid Cymru i Reform UK walczą w czołówce, walijscy konserwatyści w spadku.

W tej skomplikowanej geometrii wyborca, który nigdy wcześniej nie głosował na podstawie zamkniętych list partyjnych, ma do dyspozycji nowe narzędzie. Sięga po telefon i pyta chatbota.

Eksperyment BBC Wales

Redakcja BBC Wales razem z National Centre for Social Research, jednym z najpoważniejszych ośrodków badań społecznych w Wielkiej Brytanii, zbudowała sześć fikcyjnych profili wyborców walijskich. Każdy odzwierciedlał inny typ elektoratu, od zaangażowanego ideowo po niezdecydowanego niegłosującego. Następnie dziennikarze wcielili się w te postaci i zadali sześciu najpopularniejszym chatbotom serię pytań. Na kogo powinienem zagłosować. Jacy kandydaci startują w moim okręgu. Jak działa nowy system wyborczy do Senedd.

Sześć chatbotów to: ChatGPT firmy OpenAI, Copilot firmy Microsoft, Gemini firmy Google, Claude firmy Anthropic, Meta AI firmy Meta oraz Grok firmy xAI Elona Muska.

Wyniki są mieszane, ale ujawniają wzorzec, który wymaga uwagi.

Część chatbotów początkowo odmawiała wskazania kandydata. Po dalszych pytaniach wszystkie sześć ostatecznie zarekomendowało jedną lub dwie partie przynajmniej jednemu z fikcyjnych wyborców. Dla dwóch z trzech testowanych profili rekomendacje były spójne między modelami i mniej więcej zgodne z politycznymi przekonaniami przypisanymi przez Natcen.

Trzeci profil ujawnił coś istotniejszego. Lauren, fikcyjna pływająca wyborczyni, pracuje jako kierowca ciężarówki, jest singielką, wynajmuje mieszkanie i martwi się kosztami życia oraz służbą zdrowia. Polityką nie interesuje się specjalnie. Tak została zaprojektowana, by reprezentować dziesiątki tysięcy realnych Lauren w Walii.

ChatGPT zarekomendował jej Labour albo Plaid Cymru. Grok wskazał Reform UK. Te same dane wejściowe, dwie radykalnie różne odpowiedzi.

Co dokładnie poszło nie tak

Nieścisłości, jakie BBC Wales udokumentowała, dzielą się na trzy kategorie.

Pierwsza dotyczy faktów o partiach i ich liderach. Claude oświadczył, że Rhun ap Iorwerth był liderem Plaid Cymru „do niedawna”. Ap Iorwerth pozostaje liderem partii do dziś. Meta AI podał niekompletną listę programów partyjnych, w której konsekwentnie pomijał kluczowe punkty oraz błędnie przedstawił plany Liberalnych Demokratów dotyczące podatku dochodowego.

Druga kategoria dotyczy kandydatów i okręgów. To jest z punktu widzenia wyborcy najgorsza forma błędu, bo bezpośrednio wpływa na to, kto fizycznie znajdzie się na karcie do głosowania. Copilot wskazał błędny okręg dla wskazanej miejscowości. ChatGPT i Meta AI podały nazwiska kandydatów, którzy nie figurują na rzeczywistych listach. Gemini przedstawił listę osób, które „zwykle” pojawiają się w okręgu Blaenau Gwent Caerffili Rhymni. Lista była nieaktualna i zawierała Hefina Davida, byłego członka Senedd reprezentującego ten okręg, który zmarł w 2025 roku. Gemini wymienił także nazwisko kandydatki Plaid Cymru, która w rzeczywistości startuje w innym okręgu. Wiele list było po prostu niekompletnych, brakowało nazwisk z części partii lub w ogóle.

Trzecia kategoria dotyczy systemu głosowania. Tutaj wszystkie sześć modeli wypadło zaskakująco dobrze. Każdy poprawnie opisał nowy system zamkniętej listy proporcjonalnej. Każdy wielokrotnie wyjaśniał, które kompetencje są zdewolwowane, a które należą do parlamentu w Westminster.

Innymi słowy, modele radzą sobie z teorią. Przegrywają na praktyce. Im konkretniejsze pytanie i im bardziej lokalna informacja, tym większe ryzyko, że wyborca dostanie wymyślone nazwisko, nieaktualną dane lub odesłanie do martwego polityka.

Trzynaście procent. Skala zjawiska

Eksperyment BBC Wales nie byłby tak istotny, gdyby nie liczba, którą redakcja przytacza za raportem AI Security Institute z 2025 roku. Ten zespół badawczy działa w ramach brytyjskiego Departamentu Nauki, Innowacji i Technologii i jest jedną z najpoważniejszych instytucji oceniających ryzyka AI w Europie.

W tygodniu poprzedzającym wybory powszechne 4 lipca 2024 roku, około 32 procent użytkowników chatbotów oraz 13 procent uprawnionych do głosowania w Wielkiej Brytanii korzystało z konwersacyjnej sztucznej inteligencji w celu uzyskania informacji politycznych istotnych dla decyzji wyborczej. Próba badania objęła 2499 osób reprezentatywnych dla brytyjskiej populacji.

Trzynaście procent. Tłumacząc na konkrety, w wyborach z lipca 2024 roku oddano w Wielkiej Brytanii około 28 milionów głosów. Trzynaście procent to ponad trzy i pół miliona ludzi, którzy w jakimś momencie zapytali ChatGPT, Geminiego lub Claude’a o coś związanego z wyborami. To nie jest margines. To jest skala, która mieści się w segmencie podobnym do mediów społecznościowych pod względem wpływu na decyzję wyborczą.

Co istotne, ten sam raport AISI dochodzi do bardziej zniuansowanego wniosku, niż wynikałoby z samej liczby. W trzech kontrolowanych eksperymentach randomizowanych, łącznie z 2858 uczestnikami, rozmowy z chatbotami zwiększały wiedzę polityczną w stopniu porównywalnym do samodzielnego wyszukiwania w internecie. Mierzono to wzrostem przekonania o prawdziwych informacjach i spadkiem przekonania o dezinformacji. Innymi słowy, w warunkach kontrolowanych chatboty nie pogarszały jakości informacji, jakie wyborca dostawał.

To rozróżnienie jest ważne. Problem nie polega na tym, że konwersacyjna AI sama w sobie jest zła dla demokracji. Polega na tym, że w realnych warunkach, gdy wyborca pyta o konkretnych kandydatów w konkretnym okręgu, modele mogą się mylić w sposób, którego użytkownik nie weryfikuje.

Holandia. Pierwsze ostrzeżenie regulatora

W tym miejscu warto wyjść poza brytyjski kontekst i sięgnąć do tego, co stało się w Holandii w grudniu 2025 roku. Holenderski regulator ochrony danych, Autoriteit Persoonsgegevens, w przeddzień wyborów krajowych wydał oficjalne ostrzeżenie. Według testów regulatora, chatboty wskazywały holenderskim wyborcom Partię Wolności Geerta Wildersa lub koalicję Labour-Zielona Lewica w 56 procent przypadków. Tymczasem w holenderskim parlamencie liczącym 150 miejsc zasiada przedstawicieli aż 15 partii.

Innymi słowy, modele językowe sztucznie zawęziły holenderską scenę polityczną do dwóch biegunów, ignorując kilkanaście partii, które realnie biorą udział w grze parlamentarnej. Sondaże w czasie wydania ostrzeżenia wskazywały, że Partia Wolności miała otrzymać 20 procent głosów, a koalicja Labour-Zielona Lewica 16 procent. Łącznie 36 procent. Chatboty rekomendowały te dwie opcje w 56 procent rozmów.

To pokazuje wzorzec, który BBC Wales opisuje w mikroskali okręgu Blaenau Gwent. Chatboty mają tendencję do upraszczania krajobrazu politycznego do narracji większościowych. Mniejsze partie, niezależni kandydaci, regionalne specyfiki, to wszystko wypada z odpowiedzi.

Holenderski regulator zalecił wyborcom, by „nie używali chatbotów AI do podejmowania decyzji wyborczych”. Brytyjskie ostrzeżenie BBC Wales jest miękkie. Holenderskie było twarde. Polski regulator nie wydał żadnego.

Co odpowiedziały firmy

OpenAI poinformowała BBC, że ChatGPT może popełniać błędy, ale został zaprojektowany, by wyborcy uzyskiwali dokładne i obiektywne informacje bez ukrytego programu. Firma podkreśliła, że pracuje nad poprawą dokładności faktograficznej.

Google odpowiedział, że Gemini zawiera ostrzeżenia zachęcające użytkowników do „dwukrotnego sprawdzenia” informacji. W kwestii polityki model został zaprojektowany, by „zapewniać zrównoważoną prezentację wielu punktów widzenia”.

Microsoft stwierdził, że Copilot zawiera cytowania źródeł i zachęca użytkowników do „weryfikacji szczegółów, by upewnić się, że są aktualne”. Rzecznik dodał, że „kiedy informacje zwrotne pokazują, że nasza technologia jest niedokładna, działamy szybko, by poprawić wydajność”.

Anthropic, Meta oraz xAI nie odpowiedziały na prośbę BBC o komentarz.

Te trzy odpowiedzi to klasyczna formuła odpowiedzialności rozproszonej. Każda firma deklaruje, że jej model jest tylko narzędziem, że użytkownik powinien weryfikować, że błędy się zdarzają. Z perspektywy wyborcy, który pyta z poziomu telefonu o konkretnego kandydata, taka odpowiedź nie ma żadnego praktycznego znaczenia.

Studenci. Próbka realnego użytkownika

Najbardziej obrazowa część reportażu BBC Wales nie pochodzi od ekspertów ani od polityków, lecz od studentów uniwersytetu w Cardiff.

Chloe, studentka psychologii, powiedziała, że „nie sądzi, by to zadziałało”, bo „głosowanie w dużej mierze polega na osobistym zdaniu, a AI nie ma zdania”. Według niej „lepiej przeczytać cały manifest”.

Emily, studentka neuronauki, dopuszcza użycie chatbotów do „tła informacyjnego o programach”, ale nie do podjęcia decyzji o tym, na kogo głosować.

Will, także student psychologii, formułuje to najtrzeźwiej. „Są pewnie lepsze źródła. Spójrzcie na same partie, na ich strony internetowe, na to, co oferują, lub co zrobiły w przeszłości”.

Trzy odpowiedzi, jeden wzorzec. Brytyjscy studenci, należący do pokolenia, które dorastało z chatbotami w kieszeni, nie ufają tej technologii w pytaniach wyborczych. Co znamienne, zaufanie maleje wraz z głębią pytania. Do informacji ogólnych, takich jak „co to jest manifest”, AI uchodzi. Do „na kogo głosować”, już nie.

To pokazuje, że społeczeństwo, przynajmniej w warstwie akademickiej, ma intuicję regulacyjną, której formalna regulacja jeszcze nie ma.

Profesor Edwards i diagnoza, którą warto przeczytać dwa razy

Doktor Darren Edwards, ekspert AI i wykładowca Uniwersytetu Swansea, sformułował dla BBC Wales diagnozę, która jest najlepszym streszczeniem dylematu. „Te systemy AI są dziś tak łatwe w komunikacji, że ludzie wręcz nie potrafią się oprzeć. Sądzę, że są one stosunkowo wiarygodne, ale nie są w stu procentach wiarygodne”.

Następnie dodał kluczową obserwację. „Niebezpieczeństwo polega na tym, że istnieją liczne przypadki tak zwanych halucynacji. To znaczy, system AI sprawia wrażenie pewnego siebie, nawet wtedy, gdy nie ma ku temu powodu. Jeśli system został wyuczony kilka lat temu, może nie być aktualny”.

Halucynacja w połączeniu z pewnością siebie jest dla wyborcy zabójczym koktajlem. Przeciętny obywatel nie ma narzędzi, by odróżnić odpowiedź dobrze ugruntowaną od pewnie wypowiedzianego wymysłu. Gemini wymienił Hefina Davida jako żywego kandydata. Wyborca, który nie zna Davida, nie wie, że umarł. Wyborca, który nie zna układu okręgów, nie wie, że Copilot pomylił mu lokalizację.

Edwards puentuje. „Jesteśmy w czasie wzrostu wykładniczego, te systemy będą się gwałtownie rozwijać i wpłyną na każdy sektor społeczeństwa, w tym na sferę polityczną”.

Co z tego wynika dla Polski

Reportaż BBC Wales to materiał o Walii, ale jego logika jest uniwersalna i bezpośrednio dotyczy każdego kraju, który ma cykliczne wybory. W przypadku Polski wnioski układają się w trzy kierunki.

Pierwszy. W polskich wyborach prezydenckich 2025 odsetek użytkowników, którzy konsultowali z AI swoje decyzje, jest dziś nieznany, bo Polska nie ma odpowiednika brytyjskiego AI Security Institute. To jest pierwszy postulat. Stworzenie krajowego mechanizmu pomiaru wpływu konwersacyjnej AI na decyzje wyborcze w czasie kampanii. Bez tej liczby debata regulacyjna toczy się w próżni.

Drugi. Polska nie ma także odpowiednika holenderskiego ostrzeżenia regulatora. Urząd Ochrony Danych Osobowych ma w swoim mandacie ochronę danych, lecz nie ostrzeganie wyborców przed konkretną technologią. Państwowa Komisja Wyborcza ma mandat nadzoru nad wyborami, lecz nie kompetencje techniczne do oceny modeli AI. Ta luka instytucjonalna wymaga zamknięcia przed wyborami parlamentarnymi 2027.

Trzeci. Polskie partie polityczne, podobnie jak walijskie, mają swoje listy kandydatów, swoje programy, swoje regionalne specyfiki. Eksperyment BBC Wales pokazuje, że chatboty są szczególnie zawodne w lokalnej, konkretnej, świeżej informacji. To znaczy, że polski wyborca pytający LLM o kandydata w okręgu nr 19 w Lublinie może otrzymać nazwisko osoby, która już nie żyje, nie startuje lub startuje gdzie indziej. Nikt tego nie sprawdził, bo nikt nie zrobił polskiej wersji eksperymentu BBC Wales. To jest drugi postulat.

Trzy zdania, które warto zapamiętać

Reportaż BBC Wales kończy się trzema obserwacjami, które warto zostawić w pamięci.

Pierwsza pochodzi od profesora Edwardsa. „Te systemy są stosunkowo wiarygodne, ale nie są w stu procentach wiarygodne”. To jest najtrudniejszy do zarządzenia poziom ryzyka. Gdyby były całkowicie zawodne, nikt by ich nie używał. Ponieważ są stosunkowo wiarygodne, używa ich trzynaście procent wyborców. A te kilka procent nieprawdy może być różnicą między wynikiem rzetelnym a wynikiem zafałszowanym.

Druga pochodzi od studentki Chloe. „AI nie ma zdania”. To jest klasyczna obrona modeli językowych ze strony ich producentów. Problem polega na tym, że nawet jeśli model nie ma zdania, w wyniku swoich decyzji projektowych konsekwentnie generuje rekomendacje. ChatGPT mówi Lauren Labour. Grok mówi Lauren Reform. To są zdania, niezależnie od tego, jak nazywa je producent.

Trzecia pochodzi od reportera BBC Wales, Bena Summera, i jest implicite. Demokracja, która chce przetrwać epokę konwersacyjnej AI, musi wbudować w siebie dwa nowe mechanizmy. Audyt redakcyjny modeli przed każdą kampanią. Oraz publiczna edukacja o tym, że pewność siebie chatbota nie jest dowodem na jego trafność.

Wybory do Senedd 7 maja 2026 roku będą pierwszym brytyjskim testem tej tezy w warunkach zmienionego systemu wyborczego. Następne wybory w Polsce będą jednym z pierwszych testów polskich. Pytanie, czy pójdziemy drogą holenderskiego regulatora, brytyjskiego eksperymentu redakcyjnego, czy dotychczasowej ciszy, pozostaje otwarte.


Materiały źródłowe: reportaż BBC Wales „AI chatbots giving misleading voting advice in run-up to election”, Ben Summer (5 maja 2026), raport AI Security Institute (UK Department for Science, Innovation and Technology) z 2025 roku, badania National Centre for Social Research (Natcen), Reuters Institute Oxford „How AI chatbots responded to questions about the 2024 UK election”, badania Cornell University i MIT (Pennycook, Rand) opublikowane w Nature i Science 4 grudnia 2025 roku, ostrzeżenie holenderskiego regulatora Autoriteit Persoonsgegevens z grudnia 2025 roku, raport UChicago Harris/AP-NORC z listopada 2023 roku, dane Senedd Wales (vote.wales, senedd.wales), Wikipedia (2026 Senedd election), Electoral Reform Society, Constitution Society (Gareth Evans, Swansea University), Electoral Commission UK, Carmarthenshire County Council, Rhondda Cynon Taf County Borough Council, komentarze rzeczników OpenAI, Google i Microsoft cytowane w BBC Wales, komentarz dr. Darrena Edwardsa (Swansea University) cytowany w BBC Wales.

Total
0
Share