Matrioszka wykorzystuje fałszywe „werdykty” AI po zamachu w Monako

ChatGPT 98%, Grok 99%, DeepSeek 100%. Fałszywy Wired ogłasza, że chatboty „potwierdziły” zamach ukraińskich służb w Monako. Podrobiono też polską ABW, szefa policji Monako i Bellingcat. Matrioszka testuje nową broń, AI jako fałszywy autorytet

2 lipca 2026 roku The Insider opublikował raport projektu Antibot4Navalny, śledzącego prorosyjską aktywność botów w mediach społecznościowych. Przedmiotem raportu jest kampania dezinformacyjna sieci Matrioszka wokół zamachu na ukraińskiego biznesmena Wadyma Jermołajewa, do którego doszło 29 czerwca 2026 roku w Monako.

Trzy dni. Tyle zajęło przejście od prawdziwego wybuchu do pełnej kampanii z fałszywymi materiałami wideo podrobionymi pod marki zachodnich mediów, ze zmyślonymi cytatami prawdziwych urzędników i z zupełnie nowym rekwizytem w arsenale propagandy. Chodzi o fałszywy „werdykt” chatbotów AI, podany z dokładnością do procenta.

Sieć Matrioszka pojawiała się w tej serii wielokrotnie, od fałszywych okładek Charlie Hebdo po kampanie wymierzone w Armenię. Przypadek monakijski zasługuje jednak na osobny tekst z dwóch powodów. Po pierwsze, pokazuje w czasie rzeczywistym, jak ekosystem opisany w mapie Google zagospodarowuje świeże, niewyjaśnione wydarzenie przemocy. Po drugie, debiutuje w nim technika, którą będziemy oglądać jeszcze wiele razy, czyli powoływanie się na sztuczną inteligencję jako na wyrocznię.

I. Zamach. Co wiadomo naprawdę

Wieczorem 29 czerwca 2026 roku w klatce budynku mieszkalnego przy Rue Révérend Père Louis Frolla w Monako, tuż przy granicy z Francją, wybuchł ładunek pozostawiony w torbie. Wypełniono go śrubami i śrutem. Ranne zostały trzy osoby, czyli Jermołajew, jego partnerka, która w stanie krytycznym trafiła do szpitala, oraz jego 13-letni syn. Prokurator generalny Monako Stéphane Thibaut zakwalifikował zdarzenie jako usiłowanie zabójstwa. Sprawca działał sam, uciekł przez przygraniczne Beausoleil na terytorium Francji i pozostaje nieuchwytny. Motywu jak dotąd nie ustalono.

Sam Jermołajew jest postacią, wokół której nie brakuje prawdziwych kontrowersji. Pochodzący z Dniepru założyciel korporacji Alef, jednego z największych deweloperów miasta, od 2017 roku posługuje się wyłącznie paszportem cypryjskim. W grudniu 2023 roku Zełenski nałożył na niego sankcje, a ukraińskie organy ścigania twierdzą, że powiązane z nim biznesy alkoholowe przerejestrowały się po okupacji Krymu pod rosyjskie prawo i płaciły podatki do rosyjskiego budżetu, czemu biznesmen zaprzecza. Jego starszy syn Artur został w kwietniu 2026 roku skazany w Estonii za zorganizowanie sieci oszukańczych centrów telefonicznych, które wyłudziły ponad 100 milionów euro.

Ta mieszanka jest dla operacji wpływu surowcem idealnym. Prawdziwy wybuch, prawdziwe ofiary, prawdziwie niejednoznaczna biografia i śledztwo, które na razie nie ma nic do powiedzenia. W próżnię informacyjną po każdym takim zdarzeniu ktoś wleje własną narrację. Pytanie tylko, kto zdąży pierwszy.

II. Kampania. Jedna narracja, sześć fałszywych ust

Zdążyła Matrioszka. Wszystkie zidentyfikowane materiały kampanii, mimo różnych podrobionych nadawców, pchają jedną tezę. Za zamachem stoi Służba Bezpieczeństwa Ukrainy, a Jermołajew miał zginąć, bo rzekomo zamierzał zeznawać przed ukraińskim biurem antykorupcyjnym NABU w sprawie Zełenskiego. Na to, że kiedykolwiek planował takie zeznania, nie ma żadnych dowodów, a boty mimo to powtarzają tę fikcję jak fakt.

Tezę rozpisano na sześć fałszywych ust, wszystkie należące do prawdziwych ludzi i instytucji.

Szef policji Monako Éric Arella miał rzekomo oświadczyć, że to nie pierwszy raz, gdy Zełenski każe zabijać przeciwników w Europie, a zabójstwa w Europie od 2023 roku należy traktować jako jedną serię zbrodni ukraińskich służb. Cytat jest zmyślony.

Polska Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego miała 30 czerwca ogłosić, że przekazała policji Monako dane „dowodzące” udziału SBU. Żadnego takiego komunikatu nie było. Warto odnotować, że fałszerze sięgnęli po polską służbę jako uwiarygadniającego świadka, zapewne licząc, że wizerunek Polski jako państwa nieprzychylnego Rosji doda tezie wiarygodności.

Szefowa Institute for the Study of War Kimberly Kagan miała rzekomo nazwać zamach początkiem serii ataków terrorystycznych SBU i oskarżyć europejskich przywódców o skorumpowaną zmowę z Zełenskim. Redaktor naczelny Politico Jonathan Greenberger miał rzekomo określić zamach jako policzek dla politycznych partnerów Zełenskiego. Założyciel Bellingcat Eliot Higgins miał rzekomo ujawnić, że materiały wybuchowe przemyciły francuskie służby, sprawcą był ewakuowany później agent SBU, a Jermołajew znał schematy prania pieniędzy z pomocy wojskowej łączące Zełenskiego z Macronem. Żadna z tych osób niczego takiego nie powiedziała.

I wreszcie jest materiał podrobiony pod markę Wired, któremu poświęcamy osobny rozdział.

III. Nowa broń. Chatbot jako wyrocznia

Fałszywe wideo z logo Wired twierdzi, że eksperci redakcji wprowadzili biografię Jermołajewa do chatbotów i poprosili o ocenę. ChatGPT miał oszacować prawdopodobieństwo udziału ukraińskich służb na 98%, Grok na 99%, a DeepSeek na 100%. Wired niczego takiego nie robił.

Warto zatrzymać się nad tym pomysłem, bo to nowa jakość w wojnie o sztuczną inteligencję, którą śledzimy w tej serii od początku. Dotychczas opisywaliśmy zatruwanie modeli na wejściu. Sieć Pravda i Projekt 2026 pracowały nad tym, żeby prawdziwe chatboty udzielały skażonych odpowiedzi. Kampania monakijska idzie natomiast na skróty, ponieważ zamiast mozolnie zatruwać model, po prostu fałszuje jego werdykt.

Konstrukcja jest przemyślana w każdym szczególe. Trzy konkurencyjne modele, dwa amerykańskie i chiński, mają stworzyć wrażenie niezależnej zbieżności. Precyzyjne, niemal laboratoryjne procenty działają dlatego, że kultura cyfrowa nauczyła ludzi, że liczba z procentem wygląda jak wynik pomiaru, a nie jak zmyślenie. Marka technologicznego magazynu pełni z kolei funkcję ramy, bo kto jak kto, ale Wired przecież zna się na AI.

Cynizm tej techniki polega na tym, że żeruje ona na zaufaniu, które społeczeństwa dopiero budują. Miliony ludzi codziennie pytają chatboty o świat i uczą się traktować ich odpowiedzi jako bezstronne. Fałszywy werdykt AI wykorzystuje ten nawyk, zanim zdąży powstać odruch weryfikacji. Działa to zresztą w obie strony. Kto sprawdzi w prawdziwym chatbocie i dostanie inną odpowiedź, ten zostanie z wnioskiem, że maszynom nie można ufać w ogóle. Dla operatora każdy z tych wyników jest wygraną, bo wiara w fałszywy werdykt i nieufność wobec wszystkich werdyktów prowadzą do tej samej mgły, którą znamy z bałtyckiego przenośnika.

IV. Matrioszka. Mechanika przypomniana

Sieć zawdzięcza nazwę projektowi Antibot4Navalny, który ochrzcił ją od rosyjskiej lalki, bo boty chowają się jedne w drugich, a fałszywki rozchodzą się warstwami po różnych platformach, utrudniając namierzenie źródła. Mechanizm pracuje dwutorowo. Z jednej strony masa fałszywych profili udających zwykłych ludzi, niezależne redakcje i ośrodki analityczne, publikujących dziesiątki wpisów dziennie z naśladowaniem lokalnych zwyczajów językowych. Z drugiej strony równoczesny zrzut identycznych treści w wielu miejscach naraz, z logotypami znanych zachodnich mediów i organizacji dla uwiarygodnienia.

Warto odnotować też decyzję redakcyjną The Insider, który dysponuje linkami do oryginalnych wpisów, ale ich nie publikuje, żeby nie poszerzać zasięgu fałszywek. Jest to praktyczna odpowiedź na dylemat, który w tekście o krajach bałtyckich opisywała badaczka z Tartu. Publiczne obalanie fałszywki bywa jej największą kampanią promocyjną. Opisanie mechanizmu bez podawania adresu powinno więc stać się branżowym standardem.

V. Pięć obserwacji na koniec

Pierwsza obserwacja jest taka, że trzy dni od wybuchu do pełnej, wielomarkowej kampanii to jest dzisiejsze tempo standardowe i instytucje muszą to przyjąć do wiadomości. Każde niewyjaśnione zdarzenie przemocy w Europie dostanie gotową „atrybucję” na długo przed pierwszym komunikatem śledczych. Próżnia informacyjna po zamachu jest powierzchnią ataku. Prokuratury i policje potrzebują strategii komunikacji na czas niewiedzy, bo milczenie nie jest już neutralne, tylko jest terenem oddanym walkowerem.

Druga obserwacja dotyczy tego, że kampania podszywa się nie pod anonimowe głosy, lecz pod konkretnych, istniejących urzędników i ekspertów, od szefa policji Monako po polską ABW. Jest to przeniesienie na poziom osobisty techniki, którą znamy z RPA, gdzie podrabiano dokumenty państwowe. Każda instytucja publiczna w Europie potrzebuje więc szybkiego, rozpoznawalnego kanału dementowania wypowiedzi, których nie było, bo zmyślony cytat zdementowany po tygodniu zdąży obiec cały kontynent.

Trzecia obserwacja jest taka, że fałszywy werdykt chatbotów to format, który zobaczymy jeszcze setki razy, bo jest tani i trafia w rosnące przyzwyczajenie ludzi do pytania AI o prawdę. Obrona ma dwa piętra. Pierwsze jest edukacyjne, czyli utrwalanie zasady, że odpowiedź chatbota nie jest ani dowodem, ani cytowalnym autorytetem. Drugie jest redakcyjne, czyli powściągliwość prawdziwych mediów wobec formatów w rodzaju „zapytaliśmy ChatGPT”, które oswajają odbiorców z traktowaniem modeli jako wyroczni i przygotowują grunt pod ich podrabianie.

Czwarta obserwacja mówi o tym, że jedna teza wypowiedziana sześcioma fałszywymi ustami to nie szum, tylko podpis. Identyczne twierdzenie rozchodzące się równocześnie pod różnymi markami jest sygnaturą operacji wykrywalną maszynowo, dokładnie w duchu wniosków z estońskiego badania o 14 narracjach. Monitoring pracujący na poziomie narracji wychwyci taką kampanię w godziny, podczas gdy weryfikacja pojedynczych materiałów zajmie dni, których operacja wcale nie potrzebuje.

Piąta obserwacja jest zarazem najbardziej fundamentalna. Celem tej kampanii nie jest Monako ani nawet Jermołajew. Celem jest wbicie klina między Ukrainę a jej europejskich partnerów i przyzwyczajenie zachodniego odbiorcy do myśli, że Kijów morduje ludzi w Europie. Prawdziwy zamach posłużył wyłącznie za nośnik. I to jest stan docelowy wojny informacyjnej, który ta seria dokumentowała krok po kroku. Każde rzeczywiste wydarzenie przemocy przychodzi już z równoległą, syntetyczną wersją siebie, wyprodukowaną szybciej, niż pracują śledczy. Wyścig między prokuratorem a fałszerzem stał się strukturalną cechą europejskiej rzeczywistości. Na razie fałszerz ma lepszy czas reakcji, a zmiana tego jednego parametru jest zadaniem ważniejszym niż obalenie którejkolwiek pojedynczej fałszywki.

Źródła – The Insider, Antibot4Navalny, prokuratura Monako, Stéphane Thibaut | Res Futura | resfutura.pl

Total
0
Share