„Szanowna Pani Angielski”. System rekrutacyjny wziął język z CV za nazwisko kandydatki. Ponad milion młodych Brytyjczyków poza pracą i nauką, a tylko 25% wierzy, że talent i ciężka praca cokolwiek dają. Rozpacz pokolenia staje się problemem politycznym
Pod koniec czerwca 2026 roku magazyn The House, parlamentarny tygodnik wydawany przez PoliticsHome, opublikował reportaż Zoe Crowther o młodych Brytyjczykach wchodzących na rynek pracy w epoce AI. Otwiera go scena, której nie wymyśliłby żaden satyryk.
22-letnia absolwentka Siena ubiegała się o pracę w sprzedaży bezpośredniej. W odpowiedzi dostawała kolejne mejle zaczynające się od zwrotu „Szanowna Pani Angielski”. System rekrutacyjny, najpewniej oparty na AI, wziął słowo „angielski” z jej CV za nazwisko. Dziewczyna, która miesiącami szlifowała swoje CV i listy motywacyjne, odkryła, że po drugiej stronie nie czyta ich nikt, komu można by je w ogóle zaadresować.
Ta scena jest w istocie audytem całego systemu. Reportaż The House składa z takich scen obraz zjawiska, które przestaje być tematem socjologicznym, a staje się politycznym. Pokolenie wchodzące w dorosłość traktuje sztuczną inteligencję nie jako obietnicę, lecz jako kolejną siłę, która odbiera mu przyszłość. A rozpacz, jak pokazują badania, sama w sobie zaczyna napędzać problem, który ją wywołała.
I. Pętla maszyn
Rekrutacja zautomatyzowała się z obu stron i to jest pierwsza, najbardziej namacalna zmiana.
Po stronie pracodawców algorytmy filtrują zgłoszenia, a sieć zalewają tysiące wygenerowanych przez AI ogłoszeń-widm, za którymi nie stoi żadne prawdziwe stanowisko. Po stronie kandydatów odpowiedź jest symetryczna. Danny, absolwent od miesięcy szukający pracy, ukończył darmowy kurs wykorzystywania AI przy ubieganiu się o pracę i generuje teraz dopasowane CV oraz listy motywacyjne, bo przy 10 zgłoszeniach dziennie nie sposób pisać ich ręcznie. Sam przyznaje, że nie wie, czy to cokolwiek zmienia, skoro po drugiej stronie jego listy też czyta maszyna.
W tej pętli maszyna pisze do maszyny, a dwie osoby, kandydat i rekruter, zostały usunięte z procesu, który formalnie wciąż nazywa się spotkaniem człowieka z pracodawcą. Siena ujmuje skutek prosto. Widzi ludzi z dużym doświadczeniem, którzy nie mogą dostać pracy nawet w gastronomii, i czuje, że wszystko, na co pracowała, może okazać się bez wartości. Demoralizacja nie jest tu stanem psychicznym pojedynczych osób, tylko jest produktem ubocznym architektury.
II. Liczby rozpaczy
Skalę zjawiska opisują trzy liczby z trzech niezależnych źródeł.
Przegląd byłego ministra zdrowia Alana Milburna doliczył się ponad miliona osób w wieku od 16 do 24 lat pozostających poza zatrudnieniem, edukacją i szkoleniami. To najwyższy poziom od ponad dekady i wciąż rosnący. Autorzy piszą wprost o straconym pokoleniu.
Ośrodek IPPR zmierzył to, co pod spodem. Zaledwie 25% osób w wieku od 16 do 29 lat wierzy, że talent i ciężka praca prowadzą do uczciwych szans. Raport stawia przy tym tezę, która przenosi problem z socjologii do polityki publicznej. Pesymizm sam w sobie staje się czynnikiem sprawczym, bo zniechęca do podejmowania nauki, szkoleń i pracy. Rozpacz napędza więc statystykę, która ją uzasadnia.
Trzecia liczba dotyczy fundamentu powojennej umowy społecznej. Według British Social Attitudes już 34% społeczeństwa uważa, że studia nie są warte czasu i pieniędzy, wobec 14% w 2005 roku. Główna trasa awansu ostatnich dekad traci więc pasażerów, bo ci widzą, co czeka na jej końcu.
Rząd wskazuje na gwarancję dla młodych, czyli obietnicę dostępu do nauki, szkolenia, praktyk lub pracy dla każdego w wieku od 18 do 21 lat, oraz na ponad miliard funtów inwestycji w AI. Krytycy odpowiadają, że te inicjatywy pozostają rozproszone i nie składają się na strategię wobec zaniku stanowisk juniorskich, czyli dokładnie tych, którymi młodzi wchodzili dotąd do zawodów.
III. Spór o receptę. Kod przestał być polisą
Najciekawsza w reportażu jest rozbieżność diagnoz wśród ludzi, którzy technologię znają od środka.
Dex Hunter-Torricke przez ponad dekadę kierował komunikacją gigantów technologicznych, w tym Google DeepMind, a po odejściu z branży doradza brytyjskiemu ministerstwu finansów. Jego pierwsza teza uderza w dogmat całej epoki. Branża technologiczna wmawiała młodym, że kodowanie i kierunki ścisłe są kluczem do przyszłości, tymczasem maszyny okazały się znakomite właśnie w pracy ilościowej, i to te dziedziny przechodzą największy wstrząs. Zamiast wąskiej specjalizacji technicznej radzi młodym szeroką ciekawość intelektualną. Zbieżnie brzmi obserwacja Anny Brailsford, szefowej organizacji uczącej kobiety programowania, że najbardziej pożądaną kandydatką jest humanistka sprawna technicznie, bo łączy warsztat z umiejętnością precyzyjnego wyrażania myśli. „Te kobiety są na wagę złota”.
Druga teza Hunter-Torricke’a dotyczy państwa. Rządowe pieniądze działają jak plaster na ranę, a ogłaszane co kwartał inwestycje w superkomputery, obliczone na aprobatę Doliny Krzemowej, powtórzą znany scenariusz. Garstka firm i ludzi zarobi nadzwyczajnie, a większość pracowników utknie w niskopłatnych posadach. Jego zdaniem zabrakło politycznej wizji tego, jakim krajem Wielka Brytania chce być wobec najpotężniejszej technologii w historii, a realną odpowiedzią byłyby inwestycje w szkoły, przestrzenie publiczne i społeczeństwo obywatelskie, nie w komunikaty prasowe.
Trzeci głos, Franceski Fraser z firmy edukacyjnej Multiverse, byłej doradczyni na Downing Street, dokłada wątek systemowy. Tempo ChatGPT zaskoczyło część rządu, a proces tworzenia standardów praktyk zawodowych trwający 18 miesięcy jest w tej rzeczywistości zabytkiem. Jej kluczowe zdanie wykracza jednak poza politykę szkoleniową. Społeczne przyzwolenie na AI utrzymuje się przez dawanie ludziom sprawczości, a sprawczość buduje się przez szkolenie. Kto zostawia ludzi bezradnych wobec zmiany, ten hoduje sprzeciw wobec samej technologii.
Tło dla wszystkich trzech głosów stanowi paradoks adopcji. Według Brytyjskich Izb Handlowych z AI korzysta już 35% małych i średnich firm, o 10 punktów więcej niż rok wcześniej, ale zaledwie 11% wdraża ją głęboko. Płytkie wdrożenia wystarczają, żeby ciąć stanowiska juniorskie, i nie wystarczają, żeby zbudować produktywność, z której finansowałoby się nowe. Jest to najgorszy z możliwych punktów równowagi.
IV. Głębsze warstwy. AI jako ostatnia kropla
Laburzystowska posłanka Natasha Irons, przewodnicząca parlamentarnej grupy do spraw młodzieży, przestrzega przed zrzucaniem wszystkiego na algorytmy. AI jedynie zaostrza, jak mówi, wrogie środowisko, które budowano latami. Wylicza warstwy, czyli cięcia usług dla młodzieży w latach oszczędności, Brexit, kryzys zdrowia psychicznego i uzależniające algorytmy mediów społecznościowych, koszty mieszkań, zanik tradycyjnych ścieżek do stabilnych karier, wreszcie pandemia. Sztuczna inteligencja spadła więc na pokolenie, któremu wcześniej zabrano kolejne poduszki bezpieczeństwa.
Jej recepta ma dwa piętra. Pierwsze jest instytucjonalne, czyli spójna, międzyresortowa wizja dorastania w kraju zamiast rozproszonych programów, z przeglądem Milburna jako okazją. Drugie jest obywatelskie, i to najciekawsze. Skoro 16-latkowie dostali prawo głosu, mogą, jak mówi Irons, zebrać swoje poglądy i sformułować kontrargument wobec traktowania AI jako czegoś nieuchronnego, z czym trzeba się po prostu pogodzić. Być może stamtąd przyjdzie nadzieja. Od samych młodych.
Nad tym zdaniem warto się zatrzymać. Padło w kraju, który właśnie zakazuje mediów społecznościowych poniżej 16. roku życia i debatuje o algorytmicznym eksponowaniu zaufanych źródeł. Brytyjska polityka technologiczna przestawia się więc z pytania, co technologia zrobi ludziom, na pytanie, co ludzie mają prawo zrobić z technologią.
V. Pięć obserwacji na koniec
Pierwsza obserwacja jest taka, że pętla maszyn po obu stronach rekrutacji zdehumanizowała wejście na rynek pracy, a „Szanowna Pani Angielski” jest tego stanu audytem w jednym zwrocie grzecznościowym. Dla firm płynie z tego wniosek tani i natychmiastowy. Przywrócenie człowieka na pierwszy kontakt z kandydatem stało się przewagą rekrutacyjną i reputacyjną, którą można kupić za koszt kilku etatów. W świecie, w którym wszyscy zautomatyzowali odmowę, wyróżnia się ten, kto odpisuje.
Druga obserwacja mówi o tym, że pesymizm stał się zmienną polityki publicznej i należy go mierzyć jak inflację. Mechanizm z raportu IPPR, w którym utrata wiary zniechęca do nauki i pracy, a to pogłębia statystyki uzasadniające utratę wiary, to ekonomiczny bliźniak mgły informacyjnej znanej z naszego tekstu o krajach bałtyckich. Tam demobilizację obywateli produkował przeciwnik. Tu produkuje się sama, bez żadnego wroga, co czyni ją trudniejszą do zwalczania, bo nie ma kogo zdemaskować.
Trzecia obserwacja jest taka, że doktryna „ucz się kodować”, jedyna słuszna rada minionej dekady, upadła w sposób pouczający. Najbardziej narażone okazały się kompetencje, które reklamowano jako polisę. Systemy edukacji powinny wyciągnąć z tego wniosek ogólniejszy niż podmiana jednej mody na drugą. Przewagę dają hybrydy, czyli humanistyka sprzęgnięta z warsztatem technicznym, oraz kompetencje przenośne. A każdą kolejną jedyną słuszną radę dla młodych należy opatrywać datą przydatności do spożycia.
Czwarta obserwacja dotyczy tego, że zdanie Fraser o utrzymywaniu przyzwolenia przez sprawczość spina brytyjski front z amerykańskim. W USA społeczna zgoda na AI pęka na rachunkach za prąd i stanach awaryjnych sieci, w Wielkiej Brytanii na rynku pracy młodych. To ta sama waluta wymieniana w dwóch różnych kantorach. Rządy i firmy, które mierzą wyłącznie inwestycje i wdrożenia, a nie poczucie sprawczości ludzi, wygrają wszystkie statystyki i przegrają zgodę, bez której statystyki przestaną mieć znaczenie.
Piąta obserwacja jest zarazem najbardziej fundamentalna. Najważniejsze słowo reportażu pada na końcu i brzmi: kontrargument. Irons proponuje młodym odrzucenie nieuchronności jako ramy myślenia o AI. Ta seria dokumentowała już młodych po stronie czynnej, od rumuńskiego licealisty budującego narzędzie weryfikacji po pokolenie, które przeżyło unieważnione wybory. Nieuchronność jest narracją, nie prawem fizyki, a narracje, jak wiemy z każdego tekstu tej serii, pisze ten, kto zdąży pierwszy. Pokolenie, które ma w tej sprawie najwięcej do stracenia, właśnie dostało kartę wyborczą. Byłoby zabawne, gdyby technologiczni prorocy nieuchronności przegrali z frekwencją 16-latków.
Źródła – The House, PoliticsHome, Zoe Crowther, przegląd Alana Milburna, IPPR, British Social Attitudes, Brytyjskie Izby Handlowe, Dex Hunter-Torricke, Anna Brailsford, Francesca Fraser, Natasha Irons | Res Futura | resfutura.pl