Dwunastego maja 2026 roku agencja AFP opublikowała tekst, który francuska stacja France 24 przedrukowała pod tytułem „Seeds of instability”. Materiał Ara Eugenio, fact-checkerki AFP z Manili, opisuje zjawisko, które dla obserwatora europejskiego wydaje się egzotyczne, a dla obserwatora amerykańskiego, brytyjskiego czy polskiego jest dokładnie tym, co czeka go w nadchodzących latach. Prezydent państwa, 68-letni Ferdinand Marcos Junior, syn dyktatora rządzącego krajem przez dwadzieścia lat, wybiegł z biura na korytarz pałacu prezydenckiego i zaczął robić pajacyki. Cel. Udowodnić obserwatorom, że nie jest sparaliżowany. Że nie umiera na raka w fazie terminalnej. Że nie jest martwy. Plotki, krążące w mediach społecznościowych od stycznia 2026 roku, kiedy Marcos był hospitalizowany z powodu uchyłkowatości jelita grubego, osiągnęły taką skalę, że głowa państwa członkowskiego ASEAN-u musi własnym ciałem zaprzeczać własnej śmierci.
Tekst Eugenio jest jednym z bardziej precyzyjnych dokumentów współczesnej dezinformacji politycznej na świecie. Łączy konkretny incydent medyczny z polityczną walką o sukcesję, z architekturą platform społecznościowych, z kryzysem konstytucyjnym wokół impeachmentu wiceprezydent Sary Duterte, oraz z historią dynastii Marcosów, której rozdział drugi rozgrywa się dziś w czasie rzeczywistym. Dla obserwatora europejskiego jest to dziś jeden z najważniejszych studiów przypadku w sprawie tego, jak dezinformacja medyczna może podważyć cały system polityczny państwa. Bez konieczności jednego prawdziwego faktu.
Kim jest Marcos i dlaczego jego zdrowie ma znaczenie
Ferdinand Marcos Junior, znany w Filipinach jako Bongbong, jest synem dyktatora Ferdinanda Marcosa, który rządził krajem od 1965 do 1986 roku, w tym przez 14 lat w warunkach stanu wojennego. Reżim Marcosa seniora kosztował kraj według różnych szacunków od 5 do 10 miliardów dolarów defraudacji, oraz spowodował tysiące przypadków tortur, zniknięć i pozasądowych egzekucji. Junior powrócił do polityki Filipin w 2010 roku jako senator, a w 2022 roku wygrał wybory prezydenckie z miażdżącą przewagą, w sojuszu z Sarą Duterte, córką byłego prezydenta Rodrigo Duterte, jako kandydatką na wiceprezydenta. Bongbong otrzymał 58,7 procent głosów. Sara Duterte otrzymała 61,5 procent głosów na funkcję wiceprezydenta.
Aliance ta rozpadła się w trakcie drugiego roku kadencji. Powodów było wiele. Walka o budżet. Spór o politykę narkotykową. Pozwolenie Marcosa Juniora na ekstradycję Rodrigo Duterte do Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze w marcu 2025 roku, gdzie czeka on dziś na proces o zbrodnie przeciwko ludzkości w trakcie kampanii antynarkotykowej, która kosztowała tysiące ofiar. Sara Duterte oskarżyła wówczas Marcosa o pozwolenie na „porwanie” jej ojca. W odpowiedzi pojawiły się oskarżenia, że Duterte zagroziła zamachem na życie prezydenta, pierwszej damy i ówczesnego marszałka izby Martina Romualdeza, kuzyna Marcosa.
Jedenastego maja 2026 roku, dzień przed publikacją tekstu AFP, Izba Reprezentantów Filipin po raz drugi w historii kraju zagłosowała za postawieniem wiceprezydenta w stan oskarżenia. Wynik. 257 głosów za, 25 przeciw, 9 wstrzymujących się. Sara Duterte stała się pierwszą urzędniczką w nowoczesnej historii Filipin, która została impeachowana dwukrotnie. Cztery artykuły oskarżenia. Niewyjaśnione bogactwo. Defraudacja tajnych funduszy. Korupcja. Groźby zamachu na prezydenta. Sprawa idzie teraz do Senatu, który musi pełnić rolę sądu. Aby skazać, potrzeba dwóch trzecich głosów. Aby Duterte uniknęła skazania, wystarczy jej 9 senatorów.
Sara Duterte, mimo impeachmentu, pozostaje czołowym kandydatem na prezydenta w wyborach 2028 roku. We wszystkich niezależnych sondażach prowadzi. Marcos, ze względu na konstytucyjny limit jednej kadencji, nie może się ubiegać o reelekcję. Co znaczy, że jego zdrowie, niezależnie od stanu obiektywnego, jest dziś jednym z najważniejszych politycznych aktywów państwa. Słaby Marcos otwiera drogę Duterte. Silny Marcos blokuje ją.
Co się stało w styczniu
W styczniu 2026 roku Marcos został hospitalizowany w St. Luke’s Medical Center w Manili z diagnozą diverticulitis, czyli zapalenia uchyłków jelita grubego. Diagnoza jest stosunkowo łagodna, częściej występuje u osób starszych, jest leczalna farmakologicznie i, w większości przypadków, nie wymaga operacji. Sam Marcos ogłosił diagnozę publicznie. Personalny lekarz prezydenta potwierdził, że stan nie zagraża życiu. Szpital, w komunikacie z 28 stycznia, opublikował oficjalne oświadczenie o stanie pacjenta.
I tu zaczęła się dezinformacja. Według tekstu Eugenio, AFP udokumentowała setki postów na Facebooku, TikToku i X, niektóre z dziesiątkami tysięcy udostępnień, w których stare lub przerobione zdjęcia były przedstawiane jako „dowód” pogarszającego się stanu zdrowia prezydenta. Sfabrykowany raport tomografii komputerowej, krążący w sieci od stycznia, sugerował, że Marcos cierpi na nowotwór w fazie terminalnej. St. Luke’s Medical Center 28 stycznia oficjalnie zdementowała ten dokument jako „fałszywy i sfabrykowany”.
Dezinformacja medyczna w Filipinach nie krąży w próżni. Krąży w kontekście historycznym, który ją podtrzymuje. Marcos senior, ojciec obecnego prezydenta, w ostatnich latach swojej dyktatury cierpiał na zaawansowaną chorobę nerek. Ukrywał to. W pewnym momencie, by zaprzeczyć plotkom, że jest po transplantacji, podniósł publicznie koszulę w telewizji państwowej, by pokazać, że nie ma blizn pooperacyjnych. Te samo gesty desperacji są dziś powtarzane przez jego syna. Cytat z Facebooka, opublikowanego w kwietniu 2026 roku, jest paradygmatyczny. „Tak samo jak jego ojciec”.
W tym sensie dezinformacja medyczna w Filipinach 2026 roku jest dezinformacją oparte na pamięci. Operuje na zbiorowej wiedzy społeczeństwa filipińskiego, że jedna z poprzednich generacji rządzących kłamała w sprawie swojego zdrowia. I sugeruje, że ta sama kłamliwa praktyka jest dziś kontynuowana. Niezależnie od faktów medycznych.
Pacjent zero. Jay Sonza i mechanizm rozprzestrzeniania
Centralnym aktorem tej operacji jest, według dokumentacji Narodowego Biura Śledczego (NBI), 71-letni Jay Sonza, były nadawca telewizji państwowej, który w 2022 roku kampaniował na rzecz sojuszu Marcos-Duterte. Po rozpadzie tej koalicji w 2023-2024 roku, Sonza przeniósł swoją aktywność wyłącznie na stronę Sary Duterte. W styczniu 2026 roku, kiedy Marcos został hospitalizowany, Sonza opublikował na Facebooku zdjęcie filipińskiej flagi opuszczonej do połowy masztu. Zdjęcie było stare, sprzed kilku lat. Ale post sugerował, że to dzieje się dziś. Pierwszy komentarz pod postem brzmiał „Kto umarł?”. Kolejne komentarze odpowiadały „Marcos”. Inny dodawał „Oby wiceprezydent Sara stanęła do rządzenia tym krajem”.
NBI prowadziła cyber-nadzór w styczniu 2026 roku i zidentyfikowała Sonzę jako jednego z głównych źródeł rozprzestrzeniania sfabrykowanego raportu tomografii. 30 kwietnia 2026 roku Sonza został aresztowany w swoim domu w Quezon City, na podstawie nakazu wydanego przez Regionalny Sąd w Pasay. Zarzuty. Cyberzniesławienie i bezprawna publikacja, na podstawie artykułu 154 Kodeksu Karnego oraz Ustawy o Zapobieganiu Cyberprzestępczości z 2012 roku. Sąd zaklasyfikował przestępstwo jako niepodlegające zwolnieniu za kaucją. Po dwóch dniach areszu Sonza został zwolniony za kaucją 10 tysięcy peso, po interwencji jego adwokata Marka Tolentino.
Tolentino, w komunikacie publicznym, nazwał aresztowanie „zastraszaniem”. Wskazał, że klasyfikacja przestępstwa jako niepodlegającego zwolnieniu za kaucją była nietypowa, ponieważ cyberzniesławienie zwykle podlega kaucji. Wskazał także na timing aresztowania, przeprowadzonego w przeddzień Święta Pracy, co praktycznie uniemożliwiło rodzinie i obrońcom Sonzy złożenie wniosku o kaucję aż do 4 maja.
Sprawa Sonzy nie jest izolowanym przypadkiem. NBI w lutym 2026 roku wniosła zarzuty także przeciwko innym vlogerom. Jeffrey Celiz, alias Ka Eric Celiz, jest oskarżony o rozpowszechnianie tego samego sfabrykowanego raportu tomografii. Jack Argota, kolejny vloger, przyznał w obronie, że publikował fałszywe dokumenty „by nadążyć za trendem”. Prezydencki Urząd Komunikacji (PCO) skierował do Departamentu Sprawiedliwości skargi przeciwko trzem konkretnym kontom Facebookowym. Iloy Bugris: The Queen of Revelations, prowadziła transmisje na żywo, w których fałszywie twierdziła, że prezydent jest „krytycznie chory”, jednocześnie zbierając datki finansowe od widzów przez aplikacje płatnicze GCash i BPI. Rigondola Ping publikowała przerobione obrazy prezydenta „w fizycznej dystress”. Crage Anderpal był trzecim wymienionym kontem.
Polityka platformowa. Konfrontacja z Metą
Dziesiątego kwietnia 2026 roku rząd Marcosa wysłał oficjalny list do Marka Zuckerberga, dając Mecie siedem dni na przedstawienie szczegółowego planu działania w sprawie dezinformacji na Facebooku. List, podpisany wspólnie przez Department of Information and Communications Technology (DICT) oraz Presidential Communications Office (PCO), wymieniał konkretne kategorie treści. Sfabrykowane dokumenty o zdrowiu prezydenta. Posty o zakłóceniach energetycznych. Treści dotyczące operacji wojskowych. Dezinformacja skierowana przeciwko instytucjom finansowym i systemom płatniczym.
Sformułowanie listu było ostre. „Skala i prędkość takich treści na platformach Mety znacząco amplifikują te ryzyka. Stanowią bezpośrednie i eskalujące zagrożenie dla porządku publicznego, zaufania ekonomicznego i bezpieczeństwa narodowego”. Rząd ostrzegł, że jeśli odpowiedź Mety nie będzie wystarczająca, Filipiny rozważą „odpowiednie środki regulacyjne i prawne”.
Filipiny są dla Mety rynkiem unikalnym. Według różnych danych, Filipińczycy są w globalnej czołówce pod względem czasu spędzanego dziennie na mediach społecznościowych. Średnia wynosi ponad cztery godziny dziennie, w porównaniu do mniej niż trzech godzin dla amerykańskiego użytkownika. Facebook jest dla Filipińczyków podstawowym źródłem informacji, kanałem komunikacji rodzinnej, platformą zakupową, oraz, w wielu przypadkach, jedynym kanałem dostępu do internetu, dzięki programom „Free Basics” prowadzonym przez Metę we współpracy z lokalnymi telekomami. Co znaczy, że to, co dzieje się na Facebooku w Filipinach, dzieje się w polityce filipińskiej.
Meta, jako jedna z firm, które płacą AFP za fact-checking treści, znalazła się w niezręcznej pozycji. Z jednej strony jest partnerem fact-checkingowym, z drugiej platformą, której rząd grozi konsekwencjami prawnymi. Według tekstu Eugenio, Meta nie odpowiedziała na wielokrotne prośby o komentarz.
Wcześniej, w lutym 2026 roku, senator Raffy Tulfo bezpośrednio konfrontował przedstawicieli Mety w trakcie przesłuchania w Senacie. Tłem był deepfake przedstawiający Marcosa topless, palącego fajkę z aluzją do używania narkotyków, krążący na Facebooku przez ponad tydzień. „Dlaczego nie usunąć tego natychmiast?”, krzyczał Tulfo. Gio Tingson, szef polityki publicznej Mety w Filipinach, próbował tłumaczyć, że Meta usunęła oryginalne linki. Henry Aguda, sekretarz DICT, dodał komentarz wykraczający poza pojedynczy incydent. Moderacja treści Mety jest „w dużej mierze systemowo zautomatyzowana i niespójna, zależna od tego, z kim rząd ma do czynienia”.
Próba regulacji. „Fake news bills” w Kongresie
Według Eugenio, w filipińskim Kongresie znajduje się ponad dwanaście projektów ustaw o „fake news”, w tym jedna pod sponsorstwem Sandro Marcosa, syna prezydenta i wysoko postawionego członka Izby. Każdy z tych projektów ma własną definicję dezinformacji, własne kary, własne mechanizmy egzekucji.
W tej dynamice są dwa obozy intelektualne. Pierwszy reprezentuje administrację prezydencką, która argumentuje, że dezinformacja medyczna o prezydencie jest dziś zagrożeniem bezpieczeństwa narodowego. Sekretarz PCO Dave Gomez ogłosił w komentarzu po aresztowaniu Sonzy. „Będziemy nadal współpracować z organami ścigania, mediami i odpowiedzialnymi platformami online, by zidentyfikować, zbadać i ścigać tych, którzy rozpowszechniają fałsz”.
Drugi obóz, akademicki i prawniczy, ostrzega przed „efektem mrożącym”. Jean Franco, profesor nauk politycznych Uniwersytetu Filipin, cytowana w tekście Eugenio, ujmuje to wprost. Pozwy rządowe i taktyki presji ryzykują „efekt mrożący wobec osób, które chcą krytykować rząd”. Paolo Tamase, profesor prawa konstytucyjnego, dodaje obserwację, którą każda demokracja powinna uważnie przeczytać. Zamiast powoływać się na „bezpieczeństwo narodowe”, rząd najlepiej służyłby „pro-transparentowej interpretacji prawa publiczności do informacji”. „Ujawnienia wyciągają tlen z każdej bezpodstawnej plotki”. Innymi słowy, kiedy państwo otwarcie publikuje dane o zdrowiu swojego przywódcy, plotka traci żywotność. Kiedy państwo ukrywa, plotka rośnie.
W tym sensie filipińska sprawa jest dziś laboratorium dwóch konkurujących podejść do dezinformacji. Pierwsze, represyjne, oparte na aresztowaniach, ustawodawstwie i naciskach na platformy. Drugie, transparentne, oparte na otwartym ujawnianiu informacji. Reżim Marcosa wybiera dziś pierwsze. Akademicy filipińscy ostrzegają przed konsekwencjami.
Drugi front. Atak na media tradycyjne
Według tekstu Eugenio, dezinformacja medyczna jest tylko jednym elementem szerszej operacji. Drugim elementem jest atak na same media tradycyjne. Konkretnie, na GMA News, jednego z dwóch największych nadawców telewizyjnych w Filipinach.
Strona Facebookowa „President Duterte News”, z 80 tysiącami obserwujących, opublikowała przerobiony obraz sugerujący, że GMA News uczestniczy w ukrywaniu prawdy o zdrowiu Marcosa. To samo ramowanie, według Eugenio, powtarza się na wielu stronach Facebookowych. Yvonne Chua, wykładowczyni dziennikarstwa na Uniwersytecie Filipin, formułuje cel tego ramowania w jednym zdaniu. „Dalsze osłabianie zaufania do legalnych mediów”. I dodaje. „Wzmacniają szerszą narrację, że mainstream media nie można ufać i że są one zaprzęgnięte do tych przy władzy”.
To jest mechanizm dwustopniowy. Pierwszy stopień. Dezinformuj fakty. Drugi stopień. Dezinformuj wiarygodność źródeł, które te fakty mogłyby skorygować. Filipiny w 2026 roku są klasycznym studium przypadku tej operacji. Pierwszy stopień dotyczy zdrowia Marcosa. Drugi stopień dotyczy GMA News, ABS-CBN, Inquirer, Philstar, Rappler. Każda redakcja, która publikuje rzetelne informacje o stanie prezydenta, jest dziś przedstawiana na Facebooku jako część „cover-up”. Ten model atak na zaufanie do mediów jest dokładnie ten, który Bułgaria, Słowacja, Rumunia i inne państwa europejskie obserwują u siebie w trakcie 2024-2026 roku.
Polityczna ekonomia dezinformacji
Joel Chua, lider prokuratorski impeachmentu Sary Duterte z 3 dystryktu Manili, w wywiadzie z 9 maja 2026 roku dla One News, ujawnił coś jeszcze bardziej istotnego. Operacje trolli i fake news, według niego, kosztują „setki milionów peso”. Pytanie, które Chua zadaje retorycznie. „Skąd biorą się te pieniądze? Tyle pieniędzy, by zniszczyć ludzi”.
Ten cytat jest istotny, bo wskazuje na coś, co badacze dezinformacji nazywają „rynkiem dezinformacji”. Wiele kampanii dezinformacyjnych w Filipinach jest dziś produktem zorganizowanym, opłacanym, kierowanym z konkretnych źródeł politycznych lub biznesowych. Według dokumentacji projektu „Bayanihan Online” oraz raportów Internews i Rappler z lat 2023-2025, w Filipinach istnieje pełnoprofesjonalna branża dezinformacji, w której konta są wyceniane, kampanie sprzedawane, narracje produkowane przemysłowo. Jak ujmuje to Chua. „Teraz legalne newsy się rozmywają. Ludzie oglądają tylko fake news”.
To jest sytuacja, w której fact-checking, choć systematyczny i profesjonalny (AFP, Rappler, VeraFiles, FactRakers, Tsek.ph), nie nadąża za produkcją. Skala wytwarzania fałszywych treści jest większa niż skala ich obalania. I, co ważniejsze, fałszywe treści mają wbudowaną emocjonalną kotwicę („Prezydent umiera, Sara musi przejąć”), która prawdziwe treści zwykle nie mają.
Cztery wnioski
Pierwszy. Dezinformacja medyczna jest dziś jedną z najmocniejszych broni politycznych. Jest emocjonalna. Trudna do obalenia, bo prezydent musi udowodnić, że żyje, nie odwrotnie. Wymaga zaufania do oficjalnych komunikatów, które w wielu społeczeństwach jest dziś niskie. I, co ważne, jest oporna na klasyczny fact-checking, bo każde zaprzeczenie ze strony rządu jest przedstawiane jako kolejny dowód „cover-up”. W Polsce wątek dezinformacji medycznej dotykał już sprawy Donalda Tuska, Andrzeja Dudy, Mateusza Morawieckiego. W przypadku każdego z tych polityków krążyły fałszywe informacje o stanie zdrowia. Na razie skala była mniejsza niż filipińska. Ale model jest ten sam.
Drugi. Państwo, które reaguje represyjnie na dezinformację, ryzykuje wzmocnienie narracji o cover-up. Aresztowanie Jay Sonzy, choć jest prawnie uzasadnione w świetle filipińskiego prawa, jest dziś przedstawiane przez jego obrońców jako „zastraszanie”. Każde aresztowanie staje się materiałem do kolejnej dezinformacji. To jest paradoks, którego rząd Marcosa nie potrafi wyjść. Im ostrzej egzekwuje prawo, tym mocniej dezinformacja go atakuje.
Trzeci. Platforma technologiczna, czyli Meta, jest dziś centralnym aktorem politycznym państwa członkowskiego ASEAN, niezależnie od tego, czy chce, czy nie. Decyzje algorytmów Mety mają konsekwencje dla stabilności rządu filipińskiego. Komunikacja między rządem a Metą jest dziś bardziej intensywna niż komunikacja między rządem a kilkoma państwami ościennymi. To jest stan rzeczy, który dotyczy nie tylko Filipin. Polska, Niemcy, Francja są dziś w analogicznej zależności od Mety, X, TikToka i innych platform.
Czwarty. Konstytucyjne ostrzeżenie Paolo Tamase jest dziś jedną z najmocniejszych odpowiedzi intelektualnych na dylemat dezinformacji w demokracji. „Ujawnienia wyciągają tlen z każdej bezpodstawnej plotki”. To jest sformułowanie, które polski regulator, każda polska redakcja, oraz każdy polski polityk powinien dziś przemyśleć. Bo represja, jakkolwiek skuteczna w krótkim okresie, w długim okresie wzmacnia te same narracje, które chce ograniczyć. Otwarta transparentność, choć trudniejsza politycznie, jest bardziej skuteczna jako antidotum.
Trzy końcowe obserwacje
Po pierwsze, sprawa Marcosa pokazuje, że dezinformacja medyczna jest dziś najmocniejszym narzędziem politycznej destabilizacji w demokracji, w której sukcesja prezydencka jest niedostępna, a wiceprezydent stoi przed impeachmentem. Każda plotka o zdrowiu wzmacnia kandydaturę przyszłego kontestatora. Każde zaprzeczenie wzmacnia plotkę. To jest cykl, którego prezydent nie może wygrać, jedynie zarządzać. Pajacyki w pałacu prezydenckim są w tym kontekście jednym z najbardziej desperackich gestów politycznych ostatnich lat.
Po drugie, sprawa pokazuje, że dezinformacja w 2026 roku nie jest tylko zachodnim problemem. Filipiny, państwo demograficzne 115 milionów, gdzie 84 procent populacji ma dostęp do internetu, jest dziś jedną z najbardziej rozwiniętych ekosystemowo platform dezinformacji na świecie. Architektura technologiczna, kapitał, doświadczenie organizacyjne, infrastruktura prawna — wszystko, co rosyjska Pravda zbudowała w ciągu ośmiu lat, w Filipinach istnieje od dziesięciu lat w pełnej dojrzałości. Z perspektywy europejskiej, Filipiny są dziś bardziej zaawansowanym ekosystemem dezinformacji niż większość państw członkowskich UE.
Po trzecie, sprawa pokazuje, że niezależny fact-checking, choć absolutnie niezbędny, nie wystarcza w środowisku, w którym instytucjonalna wiarygodność państwa, mediów i platform jest erodowana w tempie szybszym niż mogą one ją odbudować. Tekst Ara Eugenio dla AFP jest perfekcyjnym przykładem profesjonalnego fact-checkingu. Sfabrykowany raport tomografii zdementowany. Stare zdjęcia ujawnione. Kontekst polityczny pokazany. Ale to wszystko jest dziś jedną kropelką w morzu. Bo każdy dzień produkuje nowe fałszywe treści, których obalenie zajmuje godziny, a uwierzenie w nie sekundy.
Bongbong Marcos w Manili robi dziś pajacyki, by zaprzeczyć swojej śmierci. To jest scena, której nie sposób zapomnieć. I dla obserwatora europejskiego, który chce zrozumieć, jak wygląda nowoczesna polityka w erze platform społecznościowych, jest to dziś jeden z najmocniejszych obrazów politycznej rzeczywistości 2026 roku.
Materiały źródłowe pierwszorzędne: AFP France 24; Digital Journal; The Star (Malezja); Star of Africa; TIME; KSAT/AP; Philstar;