Pod koniec kwietnia kilka gruzińskich redakcji ogłosiło, że Armenia „oddaje” Gruzji wieś Dżiliza. Przekaz nie pochodził z żadnego dokumentu, oświadczenia ani oficjalnej narady. Pochodził z błędnie zinterpretowanej wypowiedzi premiera Armenii. W ciągu 48 godzin „informacja” przeszła z gruzińskiego portalu finansowego na Facebooki, do mediów armeńskich, do społecznościówek i z powrotem. Jeden cykl dezinformacyjny, który warto przeanalizować, bo pokazuje jak dziś wygląda południowokaukaska logistyka rosyjskiego wpływu.
Materiał JAMnews z 30 kwietnia 2026 roku, opublikowany jednocześnie w wersjach gruzińskiej, ormiańskiej, azerskiej, rosyjskiej i angielskiej, jest dokumentem trzeźwym, fact-checkingowym i pozbawionym dramatyzmu. Tym mocniej działa jego treść. Redakcja po godzinach sprawdzania źródeł i komentarzy obu stron ustala, że żaden z faktów, na których zbudowano gruzińską falę informacyjną, nie istnieje. Natomiast fala istniała i nadal istnieje w pamięci czytelników.
Co naprawdę powiedział Pasziniyan
27 kwietnia, podczas uroczystości z okazji Dnia Straży Granicznej Narodowej Służby Bezpieczeństwa Armenii, premier Nikol Pasziniyan wygłosił wystąpienie poświęcone sytuacji granicznej. Skupił się głównie na 12-kilometrowym odcinku granicy z Azerbejdżanem, który został już wytyczony i zdemarkowany, i na którym, jak opisał, ormiańscy i azerscy żołnierze służą bez hełmów i kamizelek kuloodpornych, a amunicję przechowują w plecakach, nie w broni. Sceneria była symboliczna, kierunek wystąpienia jednoznaczny: pokazać, że demarkacja działa.
Pod koniec wystąpienia Pasziniyan dodał, że demarkacja granicy z Gruzją również pozostaje na agendzie i że „osiągnięto już porozumienia z gruzińskimi partnerami w tej sprawie”. Padło jedno zdanie. Bez nazwy wsi, bez wskazania kierunku przekazania jakichkolwiek terytoriów, bez konkretu, który dałoby się zweryfikować lub zakwestionować. Bohaterem tego zdania był sam fakt rozmów, nie ich treść.
Następnego dnia Nazeli Bagdasarian, rzeczniczka premiera, opublikowała na Facebooku kategoryczne sprostowanie. Według jej oświadczenia „jakiekolwiek twierdzenie, sugestia lub informacja o zamiarze, planie czy umowie przekazania jakiejkolwiek części suwerennego terytorium Republiki Armenii innemu krajowi” nie odpowiada rzeczywistości. Sformułowanie jest absolutne i obejmuje przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Mer Wardanian, szef administracji wsi Dżiliza, dorzucił komentarz, który mógłby zamknąć temat: „Nasza Dżiliza nigdy nie była częścią Gruzji, więc nie obawiamy się żadnego ewentualnego transferu”. W normalnym ekosystemie informacyjnym sprawa skończyłaby się tutaj.
Jak się rozwijała „informacja”
Obserwacja JAMnews co do chronologii jest precyzyjna. 27 i 28 kwietnia kilka gruzińskich redakcji, w tym strony informacyjne Mtawari, CNews Exclusive, Dedoplisckaro TV, Itv.ge i Flashnews, oraz ich profile na Facebooku rozpowszechniło treść, według której Armenia ma „zwrócić” pograniczną wieś Dżiliza Gruzji po zakończeniu demarkacji. Niektóre posty szły dalej i twierdziły, że Armenia i Gruzja już zawarły porozumienie. Treść rozeszła się szeroko na Facebooku, użytkownicy i strony udostępniali zarówno tekst, jak i kartę informacyjną przygotowaną przez Mtawari.
Pierwsze pojawienie się historii zostało zlokalizowane przez gruziński serwis Business Press News (BPN). Tytuł, pod którym BPN opublikował materiał, brzmiał: „Armenia zwraca przygraniczną wieś Gruzji – Pasziniyan: 'Zgodziliśmy się zakończyć demarkację granicy z Gruzją'”. Konstrukcja nagłówka była już interpretacją, a nie cytatem. Po fali reakcji BPN opublikował korektę i przeprosił czytelników. Redakcja przyznała, że tekst opierał się na artykule ormiańskiej gazety Żoghowurd z marca 2024 roku, w którym pisano, że Armenia rzekomo planuje „zwrócić” Dżilizę Gruzji w ramach demarkacji.
W kwietniu 2024 roku Żoghowurd zapytał wówczas rzeczniczkę premiera, jakie odcinki granicy będą demarkowane z Gruzją i czy Dżiliza, o której krążyły plotki, jest wśród nich. Odpowiedź była powściągliwa. Rzeczniczka stwierdziła, że dyskusja dotyczy ogólnej kwestii demarkacji w kontekście deklaracji o strategicznej współpracy z Gruzją i że nie ma dodatkowych informacji wykraczających poza wcześniejsze stanowisko premiera. Dwa lata później ten sam materiał został reaktywowany przez gruziński serwis i zaprezentowany jako świeża wiadomość.
Gruziński fact-checker Myth Detector ustalił, że historia w 2024 roku była również publikowana w Armenii, między innymi przez serwis Armlur.am, który zaznaczył, że materiał opiera się na niezweryfikowanych „plotkach”. Mimo tego zastrzeżenia inne ormiańskie strony, w tym news.am, asekose.am, mamul.am i 168.am, przejęły historię i podały ją dalej.
Trzy mechanizmy, które tu zadziałały
Pierwszy mechanizm to zombie news. Treść, która już raz została zdementowana, zachowuje uśpiony zasięg. Wystarczy, aby ktoś w innej redakcji znalazł starszy artykuł, opublikował go bez sprawdzenia świeżego stanowiska rządowego i wpuścił do nowego cyklu. Z punktu widzenia algorytmu sprawa wygląda jak nowość, ponieważ data publikacji jest świeża. Z punktu widzenia logiki dziennikarskiej jest to recykling treści zdementowanych, ale algorytm nie zna tej różnicy.
Drugi mechanizm to interpretacja jako cytat. Pasziniyan powiedział „demarkacja jest na agendzie” i „osiągnęliśmy porozumienia”. Z tych dwóch zdań, połączonych z dwuletnimi plotkami o Dżilizie, gruzińska redakcja zbudowała cytat, którego premier nigdy nie wypowiedział: „Zgodziliśmy się zakończyć demarkację granicy z Gruzją”. Cytat brzmi prawie identycznie jak oryginalna wypowiedź, ale jego implikacja dotyczy konkretnej wsi, nie ogólnego procesu. To różnica, którą czytelnik gubi w pierwszej sekundzie skanowania nagłówka.
Trzeci mechanizm to kontekst, który pasuje pod gotową narrację. Aby zrozumieć, dlaczego historia o Dżilizie zadziałała tak skutecznie, trzeba spojrzeć szerzej.
Tło: Gruzja jako narzędzie
Od jesieni 2024 roku, kiedy partia Gruzińskie Marzenie przyspieszyła odejście od europejskiego kursu integracyjnego, kraj znalazł się w centrum kremlowskiej narracji regionalnej. Myth Detector w grudniu 2025 roku wskazał, że Gruzja jest używana w kremlowskim przekazie jako „dowód”, że integracja zachodnia nie jest demokratycznym wyborem, lecz wynikiem zewnętrznej ingerencji. Maria Zacharowa, rzeczniczka rosyjskiego MSZ, jesienią 2024 i 2025 roku, odpowiadając na pytania o rosyjską ingerencję w Armenii i hybrydową wojnę przeciwko niej, sięgała po przykład Gruzji jako „wyrazistego przykładu” zachodniej „hybrydowej ingerencji”.
Tu zaczyna działać model proxy. Paata Zakareishvili, gruziński politolog i były minister ds. pojednania, opisał ten mechanizm w rozmowie z JAMnews w lipcu 2025 roku, używając zwięzłego obrazu: Gruzja jest rękawiczką, którą Rosja używa do duszenia ormiańskiej gospodarki. Bezpośrednim katalizatorem komentarza były problemy z tranzytem armeńskiej brandy do Rosji. W maju 2025 roku ormiańscy producenci alkoholi przez około 50 dni protestowali pod ambasadą Gruzji w Erywaniu, ponieważ ich towary były zatrzymywane na gruzińskim terminalu celnym pod pretekstem wzmożonych kontroli. Eurasianet wyliczył, że w kwietniu tego roku tranzyt towarowy z Armenii przez Gruzję spadł o około 20 procent rok do roku, a całkowity wolumen ładunków o około 30 procent. Reszta jest geopolityczną arytmetyką: gruzińscy importerzy brandy są bezpośrednim konkurentem ormiańskich na rynku rosyjskim.
W materiale GEOpolitics z sierpnia 2025 roku ten sam wzór został opisany w skali strukturalnej. Mniej więcej 80 procent ormiańskiego importu i eksportu, w tym gaz, przechodzi przez terytorium Gruzji. Z punktu widzenia Tbilisi pod rządami Gruzińskiego Marzenia logika handlowa stała się logiką polityczną. Rosja znalazła miękki sposób, aby ścisnąć Armenię, korzystając z gruzińskiego aparatu administracyjnego.
Gdzie tu Dżiliza
Sprawa wsi działa na trzech poziomach jednocześnie.
Na pierwszym, najbardziej oczywistym, jest atak na suwerenność terytorialną Armenii. To wspólny mianownik wszystkich ostatnich kremlowskich narracji wobec Erywania: Pasziniyan oddaje terytoria, najpierw Karabach, potem korytarze, teraz wsie. Niektóre z tych zarzutów mają realne tło polityczne, na przykład dyskusja o trasie tranzytowej z Azerbejdżanu do Nachiczewania przez Armenię. Inne, jak Dżiliza, są wymyślone. Ale w warstwie odbioru wszystkie wzmacniają tę samą ramkę: rząd Pasziniyana zdradza interes narodowy.
Na drugim poziomie operuje destabilizacja relacji ormiańsko-gruzińskich. Te dwa kraje są ze sobą strukturalnie sczepione przez 80 procent ormiańskiego handlu zagranicznego, ale ich orientacje polityczne się rozchodzą. Erywań próbuje zbliżyć się do Brukseli, Tbilisi formalnie wciąż mówi o integracji europejskiej, ale praktycznie blokuje europejski kurs. Każda iskra w stosunkach dwustronnych podgrzewa atmosferę, w której rząd gruziński może łatwiej tłumaczyć swoje napięcia z Erywaniem winą Armenii. Komentarze pod postem rzeczniczki Pasziniyana zawierały oskarżenia „przyjaznej Gruzji” o przyłączenie się do „wojny hybrydowej przeciwko Armenii”. Ten ton, jeśli się utrzyma, jest dokładnie tym, czego rosyjskie operacje wpływu potrzebują.
Na trzecim poziomie chodzi o wytrenowanie odbiorców na chroniczne sprostowania. Pod postem rzeczniczki pojawił się komentarz, którego znaczenie wykracza poza tę jedną sprawę: „Już nie jest śmieszne, że władze ciągle dementują dezinformację rozpowszechnianą codziennie przez media i agentów powiązanych z Kremlem”. Inny czytelnik napisał wprost: „Już wykształciliśmy odporność na ten rodzaj kłamstwa”. Dla rządu pierwszy z tych komentarzy jest sygnałem alarmowym. Drugi jest jeszcze gorszy. Społeczeństwo, które wykształca odporność na kłamstwo, zaczyna jednocześnie wykształcać odporność na prawdę. Mechanizm, który psychologowie nazywają zmęczeniem informacyjnym, przekształca sprostowanie w kolejny szum.
Architektura miękkiej propagandy w Gruzji
Sprawa Dżilizy nie jest izolowanym incydentem ani błędem dziennikarskim. Wpisuje się w szerszy wzorzec, który Myth Detector dokumentuje od miesięcy. W kwietniu 2026 roku gruziński fact-checker opublikował analizę kampanii dezinformacyjnej dotyczącej leków na dystrofię mięśniową Duchenne’a. Operacja, według ustaleń, polegała na koordynowanym ruchu sieci 75 fałszywych kont na Facebooku, z których 47 wgrało zdjęcia profilowe w kwietniu 2026 roku, a 26 w 2025 roku. 70 z 75 kont jako miejsce pracy podało firmy w Gruzji. Część zdjęć profilowych nosiła wyraźne ślady generacji przez sztuczną inteligencję.
Mechanizm jest prosty i tani. Konta sieci aktywnie polajkowały posty Rustawi 2 i innych prorządowych mediów, dotyczące rzekomych zagrożeń związanych z eksperymentalnymi lekami i wypowiedzi mera Tbilisi Kachy Kaladze, który podważał ich skuteczność. Z 28 kont szczególnie aktywnych w tej kampanii, 17 było już wcześniej zidentyfikowanych przez Myth Detector w innych operacjach dezinformacyjnych, w tym w kampaniach dyskredytujących proeuropejskie protesty.
Z perspektywy obserwatora europejskiego najistotniejszą cechą tej infrastruktury jest jej elastyczność. Te same konta mogą jednego dnia atakować rodziców dzieci z chorobą Duchenne’a, drugiego polajkować artykuł o rzekomym oddawaniu wsi przez Armenię, a trzeciego wzmacniać przekaz, w którym pro-zachodnie protesty są „Majdanem”. Z punktu widzenia operatora sieci wszystko sprowadza się do tej samej funkcji: wzmocnić narracje pasujące do Kremla, osłabić te, które mu nie pasują.
Co naprawdę pokazuje sprawa Dżilizy
Po pierwsze, dezinformacja w Kaukazie Południowym pracuje na bardzo niskim koszcie produkcji. Nie potrzeba deepfake’ów ani tłumaczeń maszynowych ani sieci botów ze sztuczną inteligencją. Wystarczy stary, niezweryfikowany artykuł z 2024 roku, jego błędna interpretacja i Facebook. Generatywna AI obniża koszty jeszcze bardziej, ale podstawowy model nie wymaga technologii. Wymaga jedynie sieci redakcji gotowych przepuszczać przez siebie treść bez weryfikacji.
Po drugie, kanały dystrybucji są coraz mniej rosyjskie w sensie bezpośrednim, a coraz bardziej regionalne. Sprawa Dżilizy pokazuje, że rosyjskie cele polityczne mogą być realizowane przez gruzińskie redakcje, ormiańskie portale opozycyjne i lokalne profile na Facebooku, bez konieczności bezpośredniego zaangażowania rosyjskich aktorów w łańcuchu publikacyjnym. To czyni atrybucję trudniejszą i osłabia narzędzia, którymi dysponują zachodni sojusznicy regionu.
Po trzecie, ofiarą jest nie tylko bieżąca polityka, ale długoterminowe relacje dwustronne. Gruzja i Armenia nie mogą sobie pozwolić na wojnę informacyjną, ponieważ są na siebie skazane logistycznie. Kreml o tym wie, dlatego inwestuje w narracje, które wbijają klin między te dwa kraje. Im więcej Erywań patrzy na Tbilisi z podejrzliwością, tym łatwiej Moskwie przedstawiać siebie jako jedyną alternatywę dla obu.
Po czwarte i najważniejsze, sprawa Dżilizy pokazuje, że Kaukaz Południowy stał się laboratorium technik, które będą odtwarzane gdzie indziej. Marcus Kolga, kanadyjski analityk dezinformacji, w swoich zeznaniach przed Senatem Kanady opisał, jak ten sam wzór działa w Ottawie, Berlinie i Hadze. Modele różnią się skalą, ale rdzeń jest identyczny: niski koszt produkcji, wielokanałowa dystrybucja, brak atrybucji, recykling starych narracji w nowych kontekstach.
Wnioski
Najważniejszy wniosek z materiału JAMnews nie znajduje się w samym tekście, tylko w jednym z komentarzy pod postem rzeczniczki premiera Armenii. Czytelnik napisał: „Boicie się Rosjan? Nie rozumiecie, co robicie? Czy z nas się naśmiewacie, czy z siebie?” Pytanie kierowane jest do rządu, ale dotyczy wszystkich rządów regionu. Państwa Kaukazu Południowego stoją przed wyborem, którego nie wybierały: albo zaczną traktować dezinformację jak zagrożenie hybrydowe, na które trzeba odpowiadać systemowo, prawem, finansowaniem niezależnych weryfikatorów i edukacją medialną, albo będą codziennie tracić kawałek swojej zdolności do prowadzenia własnej polityki.
Dżiliza nigdy nie była częścią Gruzji. Premier nigdy nie powiedział, że ją oddaje. Ale przez 48 godzin pewna część regionalnej opinii publicznej żyła w przekonaniu, że jednak jest inaczej. To wystarczająco długo, by szkoda została zrobiona. To też właśnie jest ten model, który warto rozumieć, zanim trafi pod inny adres.
Tekst oparty na materiale JAMnews z 30 kwietnia 2026 roku oraz na wcześniejszych analizach gruzińskiego serwisu Myth Detector, Eurasianet i GEOpolitics dotyczących regionalnych operacji wpływu na Kaukazie Południowym.